poniedziałek, 29 czerwca 2015

o tym, gdy marzenia komplikują Ci życie.

Długo się zastanawiałam, czy ten post powinien powstać. Zastanawiałam się, czy między przepisy wpleść odrobinę prywaty. Czy pewne fakty przemilczeć, zachować dla siebie, dalej publikując tutaj jedynie przepisy oraz zdjęcia. Doszłam jednak do wniosku, że przecież ten blog to nie tylko internetowa książka kucharska mojego autorstwa. To również ja, a przede wszystkim Wy. Przecież już nie raz się przekonałam, że ten blog to przede wszystkim ludzie, w wielu przypadkach ludzie, którzy kiedyś byli dla mnie anonimowi, a dzisiaj są ze mną w realnym życiu, są moimi przyjaciółmi. A z przyjaciółmi przecież trzeba się dzielić swoim życiem. Właściwie nie trzeba - chce się to robić. I ja chcę Wam o czymś napisać. Napiszę jedno z chyba najbanalniejszych zdań, jakie można napisać i powiedzieć, jakie można przeczytać i usłyszeć.

Marzenia się spełniają. 

Nie przestawajcie teraz czytać, nie śmiejcie się, nie myślcie, że to kolejny z tych wpisów, gdzie przeczytacie, jakie to banalne, masz marzenia, wstań i spełniaj je. Wcale nie zamierzam teraz napisać, jakie to jest proste. Nie napiszę też, że spełnianie marzeń jest szybkie. Nie napiszę, że marzenia spełniają się zawsze tak, jak chcemy, że spełniają się zawsze wtedy, gdy akurat ich potrzebujemy. Z marzeniami nie jest tak, jak z kupnem nowych butów. Marzenia nie stoją na półce w sklepie, wycenione, gotowe do tego, aby je z tej półki zdjąć, podejść z nimi do kasy, zapłacić i założyć na nogi. Z marzeniami nie jest tak prosto, nie jest tak szybko. Marzenia wymagają czasu. Cierpliwości. Wymagają pracy, czasem wielu łez i błędów, decyzji, które na początku wydają się złe, a z perspektywy czasu jednak okazuje się, że to były całkiem dobre decyzje. Marzenia są małe i duże. Są dobre. To najlepsze, co możemy mieć w życiu. Marzenia to coś, co nas napędza. Nie bójmy się swoich marzeń, nie wstydźmy się ich, wpuśćmy je do swojego życia. I pamiętajmy, że każdy z nas na te marzenia zasługuje. Ale niech marzenia nie będą tylko marzeniami. Niech marzenia staną się rzeczywistością. Trzeba jednak pamiętać, że marzenia potrafią skomplikować życie. Tak było, właściwie powinnam napisać: tak jest z moim marzeniem. Jedno z moich małych marzeń zaczęło spełniać się około rok temu, początkowo było próbą, później zaczęło sie przeistaczać, było czymś najpiękniejszym, co mogło mnie spotkać, zaczęło ewoluować w jeszcze większe, poważniejsze marzenie, w jeszcze większe plany na przyszłość i nagle doszłam do takiego dziwnego momentu: poczułam, że to marzenie zaczęło mnie przerastać, zaczełąm się tego marzenia najnormalniej w świecie, tak po ludzku bać, co z kolei doprowadziło do tego, że w pewnym momencie zaczęłam myśleć, że to marzenie nigdy nie powinno się we mnie narodzić, że bez tego byłoby mi łatwiej, że bez tego marzenia nie pogubiłabym się, moje ciasno ułożone plany i wizje na życie nie prysnęłyby niczym bańka mydlana, że gdyby nie to marzenie to nie musiałabym teraz każdego dnia zastanawiać się, co dalej. A później przeczytałam dwa zdania, które na obecną chwilę są czymś, co mnie napędza w chwilach zwątpienia:

"If your dreams don't scare you, then they aren't big enough" oraz "If you can dream it, you can do it". 

To trudne, gdy Twoje marzenia wywracają Ci życie do góry nogami. To trudne, gdy uświadamiasz sobie, jak wiele pracy od Ciebie wymagają, a Ty nie wiesz, czy masz na to wszystko siły. Gdy nagle sprawiają, że chcesz wszystko zmienić, ale przecież to nie jest takie proste, przecież zmiany wymagają odwagi, ryzyka. Co jeśli się nie uda? Może nie powinnam tak ryzykować, może to dziecinne, naiwne? Ktoś kiedyś powiedział: jest ryzyko, jest zabawa. A ja powiem: jest ryzyko, są (spełnione) marzenia. Ja postanowiłam zaryzykować. Postanowiłam uwierzyć w moje marzenie i dążyć do niego. Muszę być cierpliwa, co nie jest łatwe, bo z cierpliwością u mnie ciężko. Najchętniej chciałabym zmiany już, teraz, zaraz. Bez czekania. Ale wiem, że marzenia wymagają też rozsądku i mądrości. Więc czekam cierpliwie, ale z dnia na dzień czuję, że jestem coraz bliżej. Dzisiaj jest jeden z tych dni, gdy czuję to wyjątkowo mocno. Dzisiaj walizka znowu stoi zapakowana po brzegi. W ręce znowu mam bilet, zaraz znowu wsiądę do autobusu. To znowu ten dzień, gdy teraz jestem jeszcze w domu, a za kilka godzin będę w miejscu zupełnie innym i odległym. Kiedy 292 dni temu też wsiadałam do autobusu, jechałam do obcego mi miejsca, bałam się. Dzisiaj wracam tam z uczuciem, że wracam do siebie. Też się boję, ale już inaczej. Te 292 dni temu miałam poczucie, że robię coś, co wniesie w moje życie wiele dobrego, nowego, ale nigdy nie pomyślałabym, że ten dzień i ta decyzja tak bardzo namiesza w moim życiu. Nie pomyślałabym, że po pół roku, gdy będę musiała wracać do Polski, będzie to powrót z tak bardzo złamanym sercem, że miesiące po powrocie będą tak bardzo po brzegi wypełnione tęsknotą i pustką. Ale w momencie powrotu do Polski nie pomyślałabym też, że tak szybko znowu będę się pakować, że dostanę szansę bycia ponownie tam, gdzie zostawiłam sporą część siebie, gdzie czuję, że jestem we właściwym miejscu. Jutro znowu obudzę się w miejscu, za którym tak bardzo tęsknię. I to wcale nie będzie koniec tej historii. Tak naprawdę to dopiero przystanek, podrozdział, do końca jeszcze wiele zostało. Wiem, że jeszcze nie jeden raz zwątpię, ale wiem, że warto. Dla takich momentów, jak dzisiaj. Właściwie to mam wrażenie, że moje marzenie to jest i będzie taką niekończącą się historią. Ale w takim dobrym tego słowa znaczeniu. Mam wrażenie, że moje marzenie siedzi mi w głowie i w sercu, jest duże i może trochę takie dość ogólne, ale składa się z wielu małych cząstek, że zanim osiągnę ten wysoki szczyt, wejdę na kilka mniejszych pagórków, ale to właśnie one są tutaj najważniejsze i przynoszą ogromne szczęście i poczucie dumy. Mam wrażenie, że ciąglę będę chciała więcej. Chyba za to właśnie najbardziej lubię to swoje marzenie. Boję się go i lubię. Wybuchowa mieszanka. Chyba najlepsza z najlepszych. Dziękuję moim marzeniom, że są takie duże i wymagające, bo dzięki temu się rozwijam. Dziękuję moim marzeniom, że uczą mnie cierpliwości. Dziękuję, że czasem w nie wątpię, bo tak naprawdę zwątpienie później zawsze przeistacza się w motywację. Dziekuję im, że nie spełniają się tak od razu, że czasem mnie przerażają, bo to wszystko sprawia, że gdy już coś znowu się uda to radość jest podwójna. Czasem, a ostatnio dość często to robiłam, się na nie złoszczę, wątpię w nie, w myślach je przeklinam - za to je przepraszam. Relacje z marzeniami nie są łatwe. Ale chyba każda relacja, która jest prawdziwa i ważna, nie jest łatwa, wymaga pracy i wysiłku, ale to wszystko w końcu do nas wraca, pod postacią uśmiechu, poczucia szczęścia. Tak jak dzisiaj. “Istnieją miasta, do których tęsknie tak, jakby przeznaczone mi było tam spędzić całe życie.” Istnieje jedno takie miasto - Berlin. Od dzisiaj znowu na jakiś czas będę tam trochę jakby u siebie.

sobota, 27 czerwca 2015

SOBOTA ZE SPEEDCOOK'IEM: mleko słonecznikowe!

Pamiętacie masło słonecznikowe? Osobiście byłam nim zachwycona! Korzystając z okazji, że znowu stałam się posiadaczką dużej ilości słonecznika, a chciałam tym razem spróbować czegoś nowego, pomyślałam - a gdyby tak mleko? Efekt naprawdę świetny! Do tej pory robiłam już domowe mleko owsiane oraz ryżowe, ale to słonecznikowe wskakuje chyba na pierwsze miejsce, jeśli o smak chodzi. Wy też musicie spróbować!


MLEKO SŁONECZNIKOWE
/Przygotowane w Speedcook'u/
Przepis (1500-2000ml):
200g pestek słonecznika
gorąca (przegotowana) woda
Nasiona słonecznika wsypać do garnka/dużej miski, zalać gorącą wodą. Odstawić - najlepiej na całą noc. Po tym czasie nasiona słonecznika odcedzić. Umieścić w naczyniu miksującym Speedcook'a. Zalać ponownie świeżą wodą. Nastawić maszynę: obroty: 5, czas: 20 sekund. Włączyć. Przecedzić przez gęste sitko, a następnie jeszcze przez gazę (jeśli na gazie zbierze się osad, zdjąć, a następnie podłożyć nową). Przecedzone mleko ostudzić. Przelać do butelki, dobrze zakręcić i wstawić do lodówki. Zużyć w przeciągu 3-4 dni. Mleko należy wstrząsnąć przed użyciem. Podawać z ulubionymi dodatkami - z musli, owsianką, kawą, herbatą.

piątek, 26 czerwca 2015

truskawkowe "ciasto" z płatków ryżowych!

No to hop, pierwszy dzień wakacji, nareszcie! Za mną jedenaście napisanych egzaminów, przede mną kilkadziesiąt wyjątkowych dni, które mogą (i mam nadzieję, że tak będzie) przynieść niezapomniane przeżycia, kolejne wspomnienia i doświadczenia. Jestem niesamowicie podekscytowana tym, co nadchodzi! Ale .. O tym za kilka dni! Dzisiaj mam dla Was ciasto! Ciasto, które w sumie ciastem nie jest. Nazywam je ciastem chyba ze wzglęgu na to, że przygotowane zostało w tortownicy i ma kształt mini tortu właśnie. A więc to ciasto/nieciasto to nic innego jak deser z płatków ryżowych, nasion chia, galaretki i truskawek. Idealny na ciepłe, letnie popołudnia. Podany na zimno z sezonowymi owocami, świetnie smakuje, a dodatkowo jest jeszcze niezwykle zdrowy! Swoją drogą, jeśli przy nasionach chia jesteśmy, to jest to mój pierwszy kuchenny eksperyment z nimi! I od razu tak pozytywnie! Nasiona chia posiadają wyjątkowe wartości odżywcze. Bogate są w m.in. białko, węglowodany, kwasy tłuszczowe omega-3, wapń, potas, magnez, cynk, fosfor. Polecane do owsianek, musli, do wypieku chleba czy przygotowania koktajli. Nasionka dostałam w prezencie z okazji otwarcia nowego, pierwszego w Krakowie, Ekopasażu Helfy. Sklep znajduje się przy ul. Św. Gertrudy 24. Na mieszkańców Krakowa czeka bogaty wybór zdrowej żywności, kosmetyków naturalnych oraz ekologicznych środków czystości. Sama na pewno nie raz skuszę się na skorzystanie z oferty tego sklepu i wszystkim Wam to polecam! 




TRUSKAWKOWE "CIASTO" Z PŁATKÓW RYŻOWYCH
Przepis (mała tortownica):
2szkl płatków ryżowych
500ml mleka
50ml wrzątku
2 galaretki truskawkowe
1/4 cukru trzcinowego
truskawki (do dekoracji)
Płatki ryżowe wsypać do garnka, dodać cukier, zalać mlekiem. Zagotować. Gotować na małym ogniu, cały czas mieszając aby uniknąć przypalenia, przez około 15 minut, aż płatki wsiąkną mleko i zgęstnieją. W tym czasie do osobnego rondelka wsypać galaretki oraz nasionka chia, zalać wrzątkiem, dokładnie rozmieszać, aż galaretki się rozpuszczą. Przelać do gotowych płatków ryżowych, wymieszać. Tak przygotowaną ryżową "masę" przełożyć do tortownicy. Odstawić na bok do ostygnięcia. Po około 30 minutach udekorować truskawkami, wsadzić do lodówki i chłodzić przez całą noc. Po tym czasie "ciasto" jest gotowe do krojenia i podania.

wtorek, 23 czerwca 2015

kanapki z serkiem brie, szynką i żurawiną!

Kanapki. Nuda? Ja już dawno się nauczyłam, że wcale tak nie musi być! Kanapki też mogą zachwycać, zaskakiwać smakiem, być kolorowe i niepowtarzalne. Serek Brie w wersji kanapkowej, do smarowania to moje nowe odkrycie. Smakuje naprawdę dobrze! Lepiej niż dobrze! A w połączeniu z gotowaną szynką, chrupiącą zieloną sałatą i domową konfiturą żurawinową - mistrzostwo! Takie kanapki przypadną do gustu każdemu! 



KANAPKI Z BRIE, SZYNKĄ I ŻURAWINĄ
Przepis (jedna porcja - dwie kanapki):
2 kromki chleba
2 plastry szynki gotowanej
2 liście sałaty rzymskiej
serek Brie (do smarowania)
konfitura z żurawiny (u mnie: domowa)
Kromki chleba posmarować równomiernie serkiem brie. Na jedną kromkę nałożyć liście sałaty oraz plastry szynki. Konfiturę z żurawiny rozłożyć na obu kromkach. Na koniec kromki można złożyć. Podawać.

sobota, 20 czerwca 2015

SOBOTA ZE SPEEDCOOK'IEM: kieszonki z ciasta francuskiego!

Idealna propozycja na przekąskę! Ciasto francuskie zawsze się sprawdza, gdy odbieracie telefon, że za chwilę będą u Was niespodziewani goście. Raz, dwa, trzy i gotowe! Kieszonki z ciasta francuskiego to częsta przekąska, która pojawia się na moim stole. Tym razem przygotowałam wersję z pieczarkami i serem żółtym. 




KIESZONKI Z CIASTA FRANCUSKIEGO z pieczarkami i serem
/Przygotowane w Speedcook'u/
Przepis (15-20 kieszonek):
2 opakowania ciasta francuskiego
600g pieczarek
80g sera żółtego
1/2 łyżeczki soli
1/2 łyżeczki pieprzu
4 (małe) cebule
1 łyżka masła
+ 1 żółtko, 2 łyżki mleka
Pieczarki umyć i obrać. To samo zrobiź z cebulami. Ser żółty pokroić w kostki. W naczyniu miksującym umieścić pieczarki i cebule. Nastawić maszynę: obroty 4, czas 15 sekund. Włączyć. Na patelni rozgrzać masło. Posiekane pieczarki i cebulę wysypać na patelnię, doprawić solą i pieprzem, podsmażać na średnim ogniu, przez około 15-20 minut, aż pieczarki zmiękną, a puszczona przez nie woda wyparuje. W tym czasie w naczyniu miksującym umieścić ser żółty. Nastawić maszynę: obroty 4, czas 15 sekund. Włączyć. Podsmażone pieczarki należy odstawić do ostygnięcia. Gdy już odpowiednio ostygną, wymieszać z posiekanym serem żółtym. Piekarnik nastawić na 180 stopni (opcja grzania: termoobieg). Ciasto francuskie pokroić na jednakowe kwadraty. Na kwadraty z ciasta francuskiego nakładać pieczarkowo-serowy farsz, zawijać. Gotowe koperty ułożyc na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. W misce roztrzepać żółtko z mlekiem. Posmarować nim koperty. Wstawić do piekarnika. Piec przez około 20 minut, aż koperty sie zarumienią. 

środa, 17 czerwca 2015

kalafior z czerwoną soczewicą i pomidorami!

Uwielbiam kalafiora, uwielbiam czerwoną soczewicę, uwielbiam pomidory! Wy też? W takim razie koniecznie przygotujcie to danie! Jest niezwykle proste i szybkie (nie licząc namaczania soczewicy) w wykonaniu, zdrowe, wegetariańskie, a jakie smaczne, jakie aromatyczne! Palce lizać! Gwarantuję, że poprosicie o dokładkę!




KALAFIOR Z CZERWONĄ SOCZEWICĄ I POMIDORAMI
Przepis (cztery porcje):
1 świeży kalafior
200g czerwonej soczewicy
1 puszka pomidorów
400ml bulionu warzywnego
1 (mała) cebula
1 ząbek czosnku
garść zielonej cebulki
1 łyżka oleju z orzechów
szczypta czarnego pieprzu
1/2 łyżeczki soli
szczypta kurkumy
szczypyta imbiru
szczypta cynamonu
szczypta ostrej papryki
1/2 łyżeczki słodkiej papryki
Soczewicę wsypać do garnka, zalać wrzątkiem, przykryć i odstawić - moczyć około dwie/trzy godziny. Kalafiora podzielić na różyczki, dokładnie opłukać. Cebulę drobno posiekać. Czosnek sprasować. Na patelni rozgrzać olej. Wrzucić cebulę oraz czosnek i podsmażać przez kilka minut, aż się delikatnie zarumieni. Dodać kalafiora oraz przyprawy: pieprz, sól, kurkumę, cynamon, imbir, paprykę słodką i ostrą. Smażyć przez kolejne 3-4 minuty. Wlać bulion warzywny. Następnie dodać soczewicę i pomidory z puszki. Przykryć pokrywką, zmniejszyć ogień i gotować przez około 20 minut. Na koniec dodać zieloną cebulkę. Podawać.

wtorek, 16 czerwca 2015

czekoladowe ciasto budyniowe z marcepanem!

Sesja przyszła, więc i w kuchni mnie coraz więcej! Bo po co się uczyć, skoro można piec ciasta. A później się nimi zajadać! Szczególnie, gdy są tak pyszne, jak to dzisiejsze. Właściwie to ciasto powstało zupełnie spontanicznie. Weszłam do kuchni, wymieszałam w misce różne składniki, trochę tego, trochę tamtego! Później hop do piekarnika, za godzinę hop na talerz i czekoladowo-marcepanowa uczta gotowa!




CZEKOLADOWE CIASTO Z MARCEPANEM budyniowe owsiane
Przepis (jedna mała tortownica):
100g mąki pszennej pełnoziarnistej
100g płatków owsianych
50g cukru trzcinowego
50g budyniu czekoladowego
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka gorzkiego kakao
2 żółtka + 1 białko
100ml oleju
100ml mleka
80g marcepanu w czekoladzie
Piekarnik nastawić na 180 stopni (opcja grzania: termoobieg). Do miski wsypać suche składniki: mąkę, płatki owsiane, cukier, budyń, proszek do pieczenia i kakao. W drugiej misce wymieszać mokre składniki: żółtka, białko, olej i mleko. Mokre składniki dodać do suchych, dokładnie wymieszać, aż do uzyskania jednolitej masy. Tortownicę wyłożyć papierem do pieczenia (lub wysmarować tłuszczem - masłem/olejem). Do formy wlać ciasto, wyrównać. Na wierzch pokruszyć marcepan w czekoladzie. Ciasto wstawić do piekarnika, piec przez około 50-60minut, aż do "suchego patyczka". Gotowe ciasto wystudzić w piekarniku. 

niedziela, 14 czerwca 2015

jajecznica z szynką i oliwkami!

Jajecznica kojarzy mi się z weekendowym śniadaniem, zdecydowanie. Weekendowym, jedzonym przy wspólnym stole z najbliższymi. Z reguły stawiam na śniadania w wersji słodkiej, ale raz na jakiś czas na moim talerzu pojawia się śniadanie, które jest wyjątkiem. Wytrawnym. Jajecznym. Dzisiaj jajecznica z wędliną oraz zielonymi oliwkami. Smaki świetnie się ze sobą komponują, tworząc niezwykle smaczny i pożywny posiłek. 



JAJECZNICA Z SZYNKĄ I OLIWKAMI
Przepis (dwie duże porcje):
7 jajek
szczypta soli
50ml mleka
20g masła
miseczka oliwek
5 plasterków szynki drobiowej
Oliwki drobno posiekać. Szynkę pokroić w kosteczkę. Jajka wbić do miski, rozstrzepać, dodać sól oraz mleko, dokładnie wymieszać. Na patelni rozgrzać masło. Podsmażyć wędlinę i oliwki. Wlać masę jajeczną, zmniejszyć ogień i smażyć przez około 5 minut, cały czas mieszając, aż do ścięcia i uzyskania porządanej konsystencji. Gotową jajecznicę rozłożyć na talerze. Podawać.

sobota, 13 czerwca 2015

SOBOTA ZE SPEEDCOOK'IEM: kawa mrożona!

Ufff, jak gorąco! U Was też?! I kawy się chce! Ale przecież przy tak wysokiej temperaturze nie ma szans, by wypić gorący napój. Dlatego ... Przyszedł czas na kawę mrożoną! U mnie dzisiaj w nieco bardziej rozpustnej wersji, bo z mleczną pianką i lodami. Też kawowymi! Prawdziwa kawowa bomba smaku, orzeźwienia i energii!


KAWA MROŻONA z lodami
/Przygotowana w Speedcook'u/
Przepis (jedna porcja):
1 łyżeczka kawy rozpuszczalnej
50ml przegotowanej wody
250ml mleka 2 gałki lodów kawowych
4 kostki lodu 
Do naczynia miksującego wsypać kawę, wlać wodę, 200ml mleka, dodać kostki lodu oraz jedną gałkę lodów kawowych. Nastawić maszynę: obroty 4, czas 15 sekund. Włączyć. Gotową kawę przelać do wysokiej szklanki. Z pozostałej części mleka ubić piankę, przelać na wierzch kawy, udekorować drugą gałką lodów. Podawać.

piątek, 12 czerwca 2015

szarlotka z masą śmietankową!

Przepis dostałam od babci. Babcia natomiast dostała ten przepis od sąsiadki. A ja posyłam go jeszcze dalej, do Was. Uwielbiam takie przekazywane z rąk do rąk, z ust do ust, pyszne pomysły! To ciasto to fajna alternatywa dla klasycznej szarlotki. Jeśli uwielbiacie szarlotkę to z pewnością posmakuje Wam również to ciasto - kruchy przekładaniec z jabłkami i śmietankową masą. Zachwyca nie tylko smakiem, ale też wyglądem.



SZARLOTKA Z MASĄ ŚMIETANKOWĄ
Przepis (jedna blacha):
Ciasto:
500g mąki pszennej
200g cukru
70g margaryny
2 jajka
4 łyżki mleka
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody oczyszczonej
500g jabłek
Masa śmietankowa:
150g cukru
3szkl schłodzonej śmietany 30%
1 opakowanie cukru wanilinowego
+ starta gorzka czekolada (do dekoracji)
Jabłka obrać ze skórki, wydrążyć gniazda i zetrzeć na grubej tarce. Jajka utrzeć z cukrem na puszystą masę. Dodać mleko, ostudzoną rozpuszczoną margarynę i sodę oczyszczoną. Składniki dokładnie wymieszać i odstawić na 30 minut w chłodne miejsce. Po tym czasie do masy dodać mąkę i proszek do pieczenia. Zagnieść ciasto. Podzielić na trzy części. Przygotować dwie prostokątne (identyczne!) formy do pieczenia. Obie formy wyłożyć papierem do pieczenia. Piekarnik nagrzać do 180 stopni (opcja grzania: termoobieg). Jedną formę wylepić jedną częścią ciasta, wyłożyć starte jabłka, przykryć drugą częścią ciasta. Trzecią częścią ciasta wylepić drugą formę. Obie formy włożyć do piekarnika i piec przez około 30-40 minut, aż do "suchego patyczka". Gotowe ciasta należy wyjąć i ostudzić. Przygotować masę śmietankową: śmietanę ubić z cukrem i cukrem wanilinowym na sztywną pianę. Podzielić na dwie części. Jedną część śmietany wyłożyć na szarlotkę, przykryć upieczonym i ostudzonym blatem ciasta, a następnie wyłożyć pozostałą część śmietany. Wierzch ciasta posypać startą czekoladą. Gotowe ciasto najlepiej przechowywać w lodówce i podawać schłodzone.

wtorek, 9 czerwca 2015

bakłażan nadziewany gruszką, pomidorem i papryką!

Bakłażana kupiłam i włożyłam do lodówki. I zapomniałam. Trochę  chyba z braku pomysłu. Miałam na niego ochotę, ale nie wiedziałam, co dobrego z niego zrobić. Bakłażan cierpliwie czekał. I doczekał się! Pysznie go nadziałam. Pysznie i zdrowo! Gruszką, pomidorem, papryką i serem żółtym. Spróbujcie koniecznie!





BAKŁAŻAN Z GRUSZKĄ, POMIDOREM I PAPRYKĄ
Przepis (jedna porcja):
1 bakłażan
1 gruszka
1 pomidor
1/4 czerwonej papryki
garść startego sera żółtego
szczypta soli
szczypta pieprzy
szczypta ostrej papryki
szczypta słodkiej papryki
Bakłażana umyć, przekroić wzdłuż na pół. Wydrążyć pestki i nieco miąższu, tworząc dwie "łódeczki". Gruszkę zmiksować w blenderze. Pomidora i paprykę pokroić w drobną kostkę, zmieszać ze zmiksowaną gruszką. Dodać starty ser. Doprawić papryką słodką i ostrą, solą i pieprzem. Wszystko dokładnie wymieszać i tak przygotowanym farszem napełnić połówki bakłażana. Nasze wypełnione "łódeczki" włożyć do naczynia żaroodpornego, podlać wodą, wstawić do nagrzanego piekarnika (opcja grzania: termoobieg, 180 stopni) na około 20 minut. Gotowe bakłażanowe "łódeczki" wyjąć na talerz. Podawać. 

poniedziałek, 8 czerwca 2015

truskawkowy krem z serka wiejskiego!

Czasem sama nie mogę wyjść z podziwu, jak niewiele składników, czasu i wysiłku potrzeba, aby stworzyć pyszne i pełnowartościowe, dające energię śniadanie. Za każdym razem piszę, że prościej się już chyba nie da. A jednak! Jednak ciągle się okazuje, że może! Bo to, co dzisiaj Wam prezentuje - truskawki i serek wiejski. Koniec. To cała lista potrzebnych składników. A to, co z niej powstaje - zachwyci każde podniebienie.



TRUSKAWKOWY KREM z serka wiejskiego
Przepis (jedna porcja):
miseczka truskawek
opakowanie serka wiejskiego
ziarenka z 1/2 laski wanilii
Truskawki umyć, obrać z szypułek. Zmiksować. Połowę zmiksowanych truskawek przelać do wysokiej szklanki. Do reszty dodać serek wiejski, ziarenka wanilii i jeszcze raz zmiksować - otrzymamy (dość gęsty) krem. Truskawkowy krem z serka przełożyć do szklanki, na wierzch zmiksowanych truskawek. Podawać schłodzone.

niedziela, 7 czerwca 2015

smoothie truskawkowo-gruszkowe!

Najlepsze śniadania to śniadania jedzone na tarasie. Jak dobrze, że sezon na jeden z moich ulubionych rytuałów nareszcie się rozpoczął! Słońce, śpiew ptaków, zapach świeżo skoszonej trawy, widok bawiących się kotów oraz psa. I śniadanie do tego. Pyszne i zdrowe. Orzeźwiające. Czy można lepiej rozpocząć poranek? W moim odczuciu absolutnie nie. W moim odczuciu to najlepsza z możliwych opcji. Smoothie truskawkowo-gruszkowe. Wystarczy, ze zmiksujecie truskawki, gruszkę, dodacie kilka kostek lodu i gotowe. Smacznego!

środa, 3 czerwca 2015

kulinarna podróż po Grecji!

Dzisiaj trochę o tym, jak niedawno zakochałam się w greckiej kuchni. Właściwie to od dawna (a może od zawsze?) lubiłam greckie smaki. Sałatka grecka, tzatziki, gyros/kebab, oliwki, feta. Ale, ale! Wszystkiego tego próbowałam albo w polskich restauracjach albo przygotowywałam sama, w mojej polskiej kuchni. Więc to takie greckie smaki z nieco polskim akcentem. Bo przecież nikt mi nie powie, że feta kupiona w sueprmarkecie smakuje tak samo, jak ta kupiona na greckim targu. Że grecka sałatka zamówiona w polskiej restauracji smakuje tak, jak ta przygotowana przed rodowitego Greka. W końcu jednak nadszedł czas, że miałam okazję greckiej kuchni spróbować ... w Grecji! I co to były za smaki, totalnie zwariowałam na ich punkcie! Nie tak dawno odwiedziłam w Grecji swojego przyjaciela, który każdego dnia zabierał mnie do różnych miejsc, gdzie mogłam próbować najróżniejszych przysmaków. Swoją kulinarną podróż po Grecji rozpoczęłam od gyrosa! Podobno najlepszy w mieście. I faktycznie! Przyznam, że z początku byłam sceptycznie nastawiona do tego ... dania(?), bo te, które jadłam kilka razy w Polsce, totalnie do mnie nie przemawiają. Ale, kochani! Grecki gyros sprawił, że zmieniłam zdanie. Świeża, chrupiąca, wypiekana na miejscu bułka, soczyste mięso (soczyste, nie ociekające tłuszczem!), cała masa surówek i warzyw w środku - mistrzostwo! Później było jeszcze lepiej. Pomidory zapiekane z fetą i przyprawami, tzatziki (jedlismy tego tony!), pieczarki nadziewane fetą, smażone kuleczki z fety (tak, feta była wszędzie!), oliwki, sałatka grecka, ciasto filo z różnymi nadzieniami, keftedes - czyli zapiekane pulpeciki z mięsa mielonego, musaka, pieczone ziemniaki, spanakorizo - czyli ryż ze szpinakiem, podawany z świeżym sokiem z cytryny i wiele wiele innych, a to wszystko popijane pysznym, czerwonym winem! No cóż, pojadłam, oj pojadłam. Prawdziwa grecka uczta za mną! Chcę tam wrócić!


wtorek, 2 czerwca 2015

smoothie szpinak, banan, truskawki, limonka!

Uwielbiam te pierwsze czerwcowe dni, gdy truskawki stają się codziennością. Gdy mama każdego dnia, wracając z pracy, przynosi do domu koszyczek tych pysznych owoców. I zanim zacznę z truskawkami nieco bardziej eksperymentować, wracam z przyjemnością i ze smakiem do znanych, sprawdzownych smaków. Tak jak dzisiaj na przykład. Porcja zmiksowanych witamin na dzień dobry, na słoneczny poranek. Szpinak, banan, truskawki. I odrobina nowości - sok z limonki, który sprawia, że całość nabiera nowego charakteru. 


SMOOTHIE SZPINAK, BANAN, TRUSKAWKI, LIMONKA
Przepis (jedna porcja):
garść świeżego szpinaku
1 (dojrzały) banan
miseczka truskawek
sok z 1/2 limonki
100ml zimnej wody
Szpinak i truskawki dokładnie umyć. Banana obrać ze skórki, truskawki z szypułek. Wszystkie składaniki umieścić w kielichu blendera. Zmiksować. Przelać do szklanki. Smoothie podawać (najlepiej schłodzone).