poniedziałek, 29 czerwca 2015

o tym, gdy marzenia komplikują Ci życie.

Długo się zastanawiałam, czy ten post powinien powstać. Zastanawiałam się, czy między przepisy wpleść odrobinę prywaty. Czy pewne fakty przemilczeć, zachować dla siebie, dalej publikując tutaj jedynie przepisy oraz zdjęcia. Doszłam jednak do wniosku, że przecież ten blog to nie tylko internetowa książka kucharska mojego autorstwa. To również ja, a przede wszystkim Wy. Przecież już nie raz się przekonałam, że ten blog to przede wszystkim ludzie, w wielu przypadkach ludzie, którzy kiedyś byli dla mnie anonimowi, a dzisiaj są ze mną w realnym życiu, są moimi przyjaciółmi. A z przyjaciółmi przecież trzeba się dzielić swoim życiem. Właściwie nie trzeba - chce się to robić. I ja chcę Wam o czymś napisać. Napiszę jedno z chyba najbanalniejszych zdań, jakie można napisać i powiedzieć, jakie można przeczytać i usłyszeć.

Marzenia się spełniają. 

Nie przestawajcie teraz czytać, nie śmiejcie się, nie myślcie, że to kolejny z tych wpisów, gdzie przeczytacie, jakie to banalne, masz marzenia, wstań i spełniaj je. Wcale nie zamierzam teraz napisać, jakie to jest proste. Nie napiszę też, że spełnianie marzeń jest szybkie. Nie napiszę, że marzenia spełniają się zawsze tak, jak chcemy, że spełniają się zawsze wtedy, gdy akurat ich potrzebujemy. Z marzeniami nie jest tak, jak z kupnem nowych butów. Marzenia nie stoją na półce w sklepie, wycenione, gotowe do tego, aby je z tej półki zdjąć, podejść z nimi do kasy, zapłacić i założyć na nogi. Z marzeniami nie jest tak prosto, nie jest tak szybko. Marzenia wymagają czasu. Cierpliwości. Wymagają pracy, czasem wielu łez i błędów, decyzji, które na początku wydają się złe, a z perspektywy czasu jednak okazuje się, że to były całkiem dobre decyzje. Marzenia są małe i duże. Są dobre. To najlepsze, co możemy mieć w życiu. Marzenia to coś, co nas napędza. Nie bójmy się swoich marzeń, nie wstydźmy się ich, wpuśćmy je do swojego życia. I pamiętajmy, że każdy z nas na te marzenia zasługuje. Ale niech marzenia nie będą tylko marzeniami. Niech marzenia staną się rzeczywistością. Trzeba jednak pamiętać, że marzenia potrafią skomplikować życie. Tak było, właściwie powinnam napisać: tak jest z moim marzeniem. Jedno z moich małych marzeń zaczęło spełniać się około rok temu, początkowo było próbą, później zaczęło sie przeistaczać, było czymś najpiękniejszym, co mogło mnie spotkać, zaczęło ewoluować w jeszcze większe, poważniejsze marzenie, w jeszcze większe plany na przyszłość i nagle doszłam do takiego dziwnego momentu: poczułam, że to marzenie zaczęło mnie przerastać, zaczełąm się tego marzenia najnormalniej w świecie, tak po ludzku bać, co z kolei doprowadziło do tego, że w pewnym momencie zaczęłam myśleć, że to marzenie nigdy nie powinno się we mnie narodzić, że bez tego byłoby mi łatwiej, że bez tego marzenia nie pogubiłabym się, moje ciasno ułożone plany i wizje na życie nie prysnęłyby niczym bańka mydlana, że gdyby nie to marzenie to nie musiałabym teraz każdego dnia zastanawiać się, co dalej. A później przeczytałam dwa zdania, które na obecną chwilę są czymś, co mnie napędza w chwilach zwątpienia:

"If your dreams don't scare you, then they aren't big enough" oraz "If you can dream it, you can do it". 

To trudne, gdy Twoje marzenia wywracają Ci życie do góry nogami. To trudne, gdy uświadamiasz sobie, jak wiele pracy od Ciebie wymagają, a Ty nie wiesz, czy masz na to wszystko siły. Gdy nagle sprawiają, że chcesz wszystko zmienić, ale przecież to nie jest takie proste, przecież zmiany wymagają odwagi, ryzyka. Co jeśli się nie uda? Może nie powinnam tak ryzykować, może to dziecinne, naiwne? Ktoś kiedyś powiedział: jest ryzyko, jest zabawa. A ja powiem: jest ryzyko, są (spełnione) marzenia. Ja postanowiłam zaryzykować. Postanowiłam uwierzyć w moje marzenie i dążyć do niego. Muszę być cierpliwa, co nie jest łatwe, bo z cierpliwością u mnie ciężko. Najchętniej chciałabym zmiany już, teraz, zaraz. Bez czekania. Ale wiem, że marzenia wymagają też rozsądku i mądrości. Więc czekam cierpliwie, ale z dnia na dzień czuję, że jestem coraz bliżej. Dzisiaj jest jeden z tych dni, gdy czuję to wyjątkowo mocno. Dzisiaj walizka znowu stoi zapakowana po brzegi. W ręce znowu mam bilet, zaraz znowu wsiądę do autobusu. To znowu ten dzień, gdy teraz jestem jeszcze w domu, a za kilka godzin będę w miejscu zupełnie innym i odległym. Kiedy 292 dni temu też wsiadałam do autobusu, jechałam do obcego mi miejsca, bałam się. Dzisiaj wracam tam z uczuciem, że wracam do siebie. Też się boję, ale już inaczej. Te 292 dni temu miałam poczucie, że robię coś, co wniesie w moje życie wiele dobrego, nowego, ale nigdy nie pomyślałabym, że ten dzień i ta decyzja tak bardzo namiesza w moim życiu. Nie pomyślałabym, że po pół roku, gdy będę musiała wracać do Polski, będzie to powrót z tak bardzo złamanym sercem, że miesiące po powrocie będą tak bardzo po brzegi wypełnione tęsknotą i pustką. Ale w momencie powrotu do Polski nie pomyślałabym też, że tak szybko znowu będę się pakować, że dostanę szansę bycia ponownie tam, gdzie zostawiłam sporą część siebie, gdzie czuję, że jestem we właściwym miejscu. Jutro znowu obudzę się w miejscu, za którym tak bardzo tęsknię. I to wcale nie będzie koniec tej historii. Tak naprawdę to dopiero przystanek, podrozdział, do końca jeszcze wiele zostało. Wiem, że jeszcze nie jeden raz zwątpię, ale wiem, że warto. Dla takich momentów, jak dzisiaj. Właściwie to mam wrażenie, że moje marzenie to jest i będzie taką niekończącą się historią. Ale w takim dobrym tego słowa znaczeniu. Mam wrażenie, że moje marzenie siedzi mi w głowie i w sercu, jest duże i może trochę takie dość ogólne, ale składa się z wielu małych cząstek, że zanim osiągnę ten wysoki szczyt, wejdę na kilka mniejszych pagórków, ale to właśnie one są tutaj najważniejsze i przynoszą ogromne szczęście i poczucie dumy. Mam wrażenie, że ciąglę będę chciała więcej. Chyba za to właśnie najbardziej lubię to swoje marzenie. Boję się go i lubię. Wybuchowa mieszanka. Chyba najlepsza z najlepszych. Dziękuję moim marzeniom, że są takie duże i wymagające, bo dzięki temu się rozwijam. Dziękuję moim marzeniom, że uczą mnie cierpliwości. Dziękuję, że czasem w nie wątpię, bo tak naprawdę zwątpienie później zawsze przeistacza się w motywację. Dziekuję im, że nie spełniają się tak od razu, że czasem mnie przerażają, bo to wszystko sprawia, że gdy już coś znowu się uda to radość jest podwójna. Czasem, a ostatnio dość często to robiłam, się na nie złoszczę, wątpię w nie, w myślach je przeklinam - za to je przepraszam. Relacje z marzeniami nie są łatwe. Ale chyba każda relacja, która jest prawdziwa i ważna, nie jest łatwa, wymaga pracy i wysiłku, ale to wszystko w końcu do nas wraca, pod postacią uśmiechu, poczucia szczęścia. Tak jak dzisiaj. “Istnieją miasta, do których tęsknie tak, jakby przeznaczone mi było tam spędzić całe życie.” Istnieje jedno takie miasto - Berlin. Od dzisiaj znowu na jakiś czas będę tam trochę jakby u siebie.

10 komentarzy:

  1. napisałabyś o co chodzi :))

    anna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko zostało napisane :) Kto jest ze mną już jakiś czas, ten doskonale zrozumie :) zresztą myślę, że każdy. o marzenia chodzi, które właśnie znowu się spełniają ;)

      Usuń
    2. Ja nie rozumiem doskonale, ale mniej-więcej wiem o co chodzi. Bo wchodzę tu co jakiś czas i co przede wszystkim widzę za każdym razem? Dużą dawkę szczęścia i spełniania - tak jak i tutaj właśnie :)

      Usuń
  2. Bardzo motywujący do działania wpis ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. pięknie to wszystko napisałaś, tym bardziej, że jestem właśnie przed samym początkiem spełniania swoich marzeń i tak bardzo w wierzę, ale ciągle stoję pod znakiem zapytania..zmotywowałaś mnie jeszcze bardziej i dziękuję Ci za to :* wspaniałego pobytu w wymarzonym mieście! :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem tego samego zdania! Nie bez powodu od kilku lat na ścianie w moim pokoju widnieje napis: "The future belongs to those who believe in their dreams"...:) Marzenia mają wielką siłę i wiem, że mogą się spełnić jeśli tego będziemy chcieli :) Powodzenia kochana! Trzymaj się cieplutko w Twoim ulubionym mieście :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja ci po prostu podziękuję za ten wspaniały wpis. Wreszcie ktoś napisał coś, co nie przedstawia marzeń i ich spełniania tylko jako czegoś cudownego, wspaniałego i bez wad!
    To teraz sobie jeszcze pomyśl jakbyś się czuła teraz, gdybyś wtedy nie podjęła decyzji o wyjeździe, czy jakimkolwiek innym spełnianiu marzeń. Żałuje się tylko tego, czego się nie zrobiło.

    OdpowiedzUsuń
  6. Trzymaj się i spełniaj te swoje marzenia... Wszystkiego najlepszego i nie zapominaj o czytelnikach Twojego blogu ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Trzymam kciuki za spełnianie marzeń! Ja też swoje zaczynam powoli realizować :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Też spełniam swoje marzenia :)

    OdpowiedzUsuń