poniedziałek, 29 września 2014

Berlin od kuchni: Soja-Reis-Drink!

Nowe smaki, znowu! Niemieckie sklepy to raj dla miłośników takich napoi, jak ten, który Wam dzisiaj prezentuję. A ja jestem ich wieeeelkim miłośnikiem, także niemieckie sklepy są rajem dla mnie! Sojowi-ryżowy napój "mleczny", który możemy pić prosto ze szklanki, możemy go również dodać do ulubionego musli, nadaje się zarówno do gotowania, jak i pieczenia. To BioProdukt, całkowicie wegański i bezglutenowy, wolny od laktozy. Wyrabiany z włoskiego ryżu i całych ziaren soi. Byłam baaaardzo ciekawa tego smaku! Kiedyś robiłam domowe mleko ryżowe (tutaj znajdziecie dokładny przepis) i muszę przyznać, że to od GutBio bardzo przypomina je w smaku. Jest może tylko nieco słodsze. I według mnie jest lepsze! Nie smakuje jak zwyczajne mleko krowie, o nie. Według mnie posmak ryżu jest wyczuwalny najbardziej, smak soi chyba nieco ginie, ale zapewne wpływa na smak napoju jako całości. Pierwsza próba to było nalanie sobie tego napoju do szklanki - "ale dziwne" - pierwsza myśl, ale z każdym łykiem smakowało mi bardziej i bardziej. Napój dodałam również do kawy i do płatków owsianych. I smakowało mi, jak najbardziej! A Wy, macie doświadczenie z takimi napojami? Jakie polecacie? Ja już rozglądam się za kolejnymi, chcę spróbować wszystkiego!


niedziela, 28 września 2014

sałatka z cukinią, jajkiem i pomidorami!

Wiele osób dziwi się, gdy mówię, że lubię zjadać cukinię na surowo. Ale to warzywo naprawdę wyśmienicie smakuje podane właśnie w takiej wersji, bez jakiejkolwiek obróbki (mam na myśli gotowanie, smażenie, pieczenie). Spróbujcie koniecznie! Surowa cukinia tak smacznie chrupie! A w towarzystwie rzymskiej sałaty, pomidorów z puszki i ugotowanego na twardo jajka tworzy pyszną i zdrową (i szybką!) propozycję sałatkową.


SAŁATKA Z JAJKIEM, CUKINIĄ I POMIDORAMI 
Przepis (jedna porcja):
kilka liści sałaty rzymskiej
2 jajka (ugotowane na twardo)
1/2 cukinii 
200g pomidorów z puszki 
sól, pieprz (do smaku)
Liście sałaty opłukać, porwać na mniejsze kawałki, wyłożyć na głęboki talerz. Cukinię, jajka oraz pomidory pokroić w plastry, wyłożyć na sałatę. Całość doprawić solą i pieprzem. Podawać.

sobota, 27 września 2014

SOBOTA ZE SPEEDCOOK'IEM: ciasto kisielowe!

Tak puszystego ciasta naprawdę dawno (jeśli nie nigdy!) nie udało mi sie upiec! Kisielowe ciasto w żurawinowo-cytrynowych smakach, które porównać można do słodkiej chmurki. Zachwyca nie tylko smakiem i puszystą strukturą, ale również pastelowymi kolorami. Całe mnóstwo przyjemności dla podniebienia, jak i dla oczu!





KISIELOWE CIASTO ŻURAWINOWO-CYTRYNOWE
/Przygotowane w Speedcook'u/
Przepis (jedna blaszka):
Warstwa żurawinowa:
1 i 1/2szkl mąki pszennej
1szkl cukru do wypieków
1 opakowanie cukru wanilinowego
2 opakowania kisielu żurawinowego
1/2szkl oleju rzepakowego
2 (duże) jajka
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody oczyszczonej
Warstwa cytrynowa:
1szkl mąki pszennej
200g śmietany 18%
100g masła
1 (duże) jajko
1 łyżeczka proszku do pieczenia
sok z 1/2 cytryny
1 łyżeczka skórki z cytryny
1szkl cukru pudru
+ masło, bułka tarta (do wysmarowania i obsypania formy)
Piekarnik nagrzać do 180 stopni (opcja grzania: termoobieg). Prostokątną blaszkę wysmarować masłem, następnie obsypać bułką tartą. W naczyniu miksującym umieścić składniki na warstwę żurawinową. Nastawić maszynę: obroty 4, czas 30 sekund. Włączyć. Gotową masę przelać do formy. Wyrównać. Wstawić do piekarnika i piec przez 20 minut. W tym czasie umyć naczynie miksujące i przygotować w nim masę cytrynową: umieścić w naczyniu wszystkie składaniki. Nastawić ponownie maszynę: obroty 4, czas 30 sekund. Włączyć. Z piekarnika wyjąć formę z ciastem, na żurawinową warstwę wylać cytrynową masę, wyrównać. Ponownie wstawić do piekarnika (zmienić opcję grzania na górną grzałkę). Piec przez kolejne 20 minut, aż do "suchego patyczka". Gotowe ciasto wyjąć z piekarnika. Ostudzić. Ostudzone ciasto kroić i podawać.

piątek, 26 września 2014

Berlin od kuchni: Cafe Valentin!

Berlin słynie z klimatycznych kawiarenek, które powoli zaczynam odkrywać, w których powoli zaczynam przesiadywać i napawać się ich niepowtarzalnym klimatem. To kawiarenki, do których się wchodzi, gdy zgubi się drogę, gdy zboczy się z głównym ulic miasta, wejdzie w jego zakamarki. Pierwszym takim miejscem, które odwiedziłam było Cafe Valentin (Sandrestraße 13, Neukölln). Wizyta w tym miejscu jest wyjątkowa nie tylko ze względu na to, że jest to pierwsze tego typu miejsce w Berlinie, które odwiedziłam, ale przede wszystkim dlatego, że nie zrobiłam tego sama, miałam wspaniałe towarzystwo! Czyli Kasię, która akurat odwiedziła Berlin i cieszę się, że przy tej okazji mogłyśmy się w końcu poznać i spędzić razem miło czas. Do Cafe Valentine trafiłyśmy właściwie trochę przez przypadek. Naszym celem była początkowo inna kawiarenka, ale ostatecznie z niej zrezygnowałyśmy, udałyśmy się w poszukiwaniu czegoś innego i trafiłyśmy właśnie w to miejsce. Jeśli mam być szczera to z zewnątrz nie zachwyca i nie przyciąga niczym szczególnym. Szyld jest bardzo mały, przed wejściem stoją dwa stoliki, kilka krzeseł - nic nadzwyczajnego. Byłyśmy już jednak tak spragnione kawy oraz jedzenia, że zdecydowałyśmy się zaglądnąć do środka i opłacało się, oj bardzo! 



Wnętrze zachwyca! Drewniane elementy, zabytkowe stoły i krzesła, drobne szczegóły, które chociaż tak różne od siebie - tworzą idealną całość. Na ścianach wiszą obrazki, w gablotce przy ladzie stoją unikalne filiżanki, na stoliczkach leżą książki, gazety i albumy ze zdjęciami, po które można sięgnąć w każdej chwili. Poza tym - obsługa! Dwie uśmiechnięte, miłe Panie, a do tego ich psi przyjaciel - suczka Willma, gospodarze idealni! Ale najważniejsze! Kawa! Jedzenie! Wszystko robione jest na miejscu, ze świeżych produktów, a smak wskazuje również na to, że dania powstają z pasją i sercem. Z Kasią zdecydowałyśmy się na to samo, zrobiłyśmy to bez większych konsultacji, a więc od razu się okazało, że mamy podobny gust! Na początek cappuccino z sojowym mlekiem, a później Smorrebrod "grün und glücklich", czyli gruba kromka najlepszego chleba jaki do tej pory jadłam (ciemny, pełen bakalii, nieco słodki, ach, chcę więcej tego pysznego chleba!) posmarowana delikatnie masłem, a na niej - sałata, awokado, tofu, pesto, kawałki pomidora, plasterki jabłka, maliny i czerwona porzeczka, całość skropiona octem balsamiczny ... Niebo! Niebo, naprawdę! Dawno nie jadłam czegoś tak dobrego, a jednocześnie dość prostego tak naprawdę. Aż przykro było, gdy wszystko zniknęło z talerza. 







Wizytę w tym miejscu uważam za jak najbardziej udaną i polecam to każdemu, kto zawita do Berlina! To miasto naprawdę smakuje dobrze! Mam nadzieję, że to dopiero początek, a z dnia na dzień Berlin będzie mnie zachwycał smakiem bardziej i bardziej. Kasiu, a Tobie jeszcze raz dziękuję za tak miły i smaczny dzień!

czwartek, 25 września 2014

sałatka z cukinią, bakłażanem, pomidorem i kukurydzą!

Bo ostatnio ktoś mi napisał, że myślał, że na erasmusie jada się jedynie w McDonaldzie. Nie na naszym erasmusie, nie w Berlinie, o nie! U nas jest kolorowo i zdrowo (no dobrze, może nie zawsze, ale przecież wyjątki potwierdzają regułę!). U nas jest na przykład taka pyszna sałatka, taka kolorowa, taka przyjemna zarówno dla oczu, jak i podniebienia. Zjedzona z pełnoziarnistym pieczywem, idealna o każdej porze dnia.





SAŁATKA Z CUKINIĄ, BAKŁAŻANEM, POMIDOREM, KUKURYDZĄ
Przepis (jedna porcja):
kilka liści sałaty rzymskiej
1/4 bakłażana
1/2 cukinii
1 pomidor
1/2 puszki kukurydzy
50g jogurtu naturalnego
1/2 łyżeczki bazylii
sól, pieprz do smaku
Liście sałaty umyć, porwać na kawałki i wrzucić do miski/na głęboki talerz. Bakłażana oraz obraną cukinię pokroić w plastry, wyłożyć na sałatę. Pomidora pokroić w kostkę, dodać do reszty składników. Posypać kukurydzą. Przygotować sos: jogurt wymieszać z bazylią, solą i pieprzem. Gotowym sosem polać całość. 

niedziela, 21 września 2014

jogurt z płatkami owsianymi i musem jabłkowym!

Szybkie i proste, a przy tym smaczne śniadanie, które doda energii już na początku dnia. A przecież siły mieć muszę - zwiedzanie Berlina i załatwianie wszystkich formalność bez wątpienia tego wymaga. Śniadanie identyczne, jak często jadałam w domu, jedno z tych, które zawsze się sprawdza i zawsze smakuje. Wystarczy jogurt naturalny, mus jabłkowy, który przywiozłam jeszcze z domu i płatki owsiane, już niemieckie. Tak samo zresztą, jak i jogurt. Takie jogurtowe desery smakują wszędzie, tak myślę. I w Krakowie, i w Berlinie.


JOGURT NATURALNY Z MUSEM JABŁKOWYM I PŁATKAMI OWSIANYMI
Przepis (jedna porcja):
200g jogurtu naturalnego
100g musu jabłkowego
1/2szkl płatków owsianych
Do wysokiej szklanki nakładać kolejno: mus jabłkowy, płatki owsiane, jogurt naturalny, ponownie mus jabłkowy i ponownie płatki owsiane. Schłodzić w lodówce. Wyjąć i podawać. 

sobota, 20 września 2014

SOBOTA ZE SPEEDCOOK'IEM: dyniowy krem owsiany!

Jesień to moja ulubiona pora roku. Wrzesień mnie rozpieszcza i karmi dyniowymi przysmakami, a ja wcale nie zamierzam protestować, wręcz przeciwnie - korzystam, jak tylko mogę. Piękna Pani Hokkaido wkroczyła do mojej kuchni (tak, kuchnia w akademiku awansowała już na miano mojej własnej), wskoczyła do pucharka ze śniadaniem. Gęsty krem owsiany, rozgrzewający za sprawą cynamonu, bo chociaż poranki są słoneczne to jednak już chłodne. Jesień to moja ulubiona pora roku. Jesienne śniadania to moje ulubione śniadania. 



DYNIOWY KREM OWSIANY:
/Przygotowany w Speedcook'u/
Przepis (jedna porcja):
130g (obranej) dyni hokkaido
50g płatków owsianych Halina
250ml wrzącej wody
1 łyżka miodu
1 łyżeczka cynamonu
100g jogurtu greckiego
1 łyżka pestek dyni
Płatki owsiane wsypać do miseczki, zalać wrzącą wodą, odstawić na bok, aż płatki wsiąkną wodę. Piekarnik nagrzać do 180 stopni (opcja grzania: termoobieg). Obraną dynię wyłożyć na blaszkę, wstawić do piekarnika, piec przez około 20 minut, aż dynia będzie miękka. Do naczynia miksującego włożyć upieczoną dynię, płatki owsiane, miód, cynamon i jogurt grecki. Nastawić maszynę: obroty 4, czas 30 sekund. Włączyć. Gotowy krem przełożyć do pucharka. Posypać pestkami dyni. Podawać.

piątek, 19 września 2014

Berlin od kuchni! - ImmerGut Vanille Geschmack!

Jadąc do Berlina, nie mogłam się doczekać odkrywania nowych smaków! Tego mlecznego napoju spróbowałam już drugiego dnia mojego pobytu tutaj. Nie jest to może jakieś spore odkrycie, ale mi osobiście Niemcy kojarzą się właśnie z tego typu napojami. Waniliowy napój mleczy - ImmerGut Vanille Geschmack. Według mnie smakuje naprawdę dobrze. Jest słodki, ale nie za słodki. Smak wanilii jest dość mocno wyczuwalny. Dodatkowo jest tani, 500ml kosztuje 0,69 Euro. Ten napój widziałam w wielu niemieckich sklepach. Oprócz waniliowego smaku są również inne warianty - truskawka, czekolada. Muszę koniecznie spróbować!  


środa, 17 września 2014

Berlin, Herzlich Wilkommen!

Chociaż w Berlinie jestem już kilka dni, nadal nie do końca mogę w to uwierzyć. Wszystko tak szybko się dzieje, wszystko jest jeszcze trochę nierealne, chociaż już od pierwszych minut pobytu w Niemczech musiałam twardo stąpać po ziemi, nie było czasu na bujanie w obłokach. Ale może zacznijmy od początku …

 (tak, tak, wiem, że to blog kulinarny, ale muszę Wam trochę opowiedzieć!)

Berlin przywitałam z samego rana. Na przystanku Dworzec Berlin ZOB wysiadłam dokładnie o 6:55 i miałam najlepsze powitanie, jakie tylko mogłabym sobie kiedykolwiek wymarzyć! Czekała na mnie bowiem Ania. Jeszcze będąc w Polsce, nie mogłam się doczekać naszego spotkania. Gdyby nie Ania, jeszcze tego pierwszego dnia uciekłabym z Berlina i wróciła do domu, do Krakowa. Naprawdę! Ania pomogła mi z moim ciężkim i dość sporym (ale w końcu to na pół roku!) bagażem (Pan Kierowca z Polskiego Busa wyciągając mój bagaż z bagażnika stwierdził, że „to musi być bagaż jakiejś damy!” – i miał rację, haha). Po kilku przesiadkach i jeździe trzema różnymi środkami komunikacji (od razu poznałam niemieckie autobusy, S-Bahn oraz U-Bahn) dotarłyśmy do akademika. Otrzymałam klucz od uroczego Pana Hausmeistera, podpisałam, co trzeba, z emocji pewnie połowy nie zrozumiałam i razem z Anią stanęłyśmy w końcu w progach mojego nowego pokoju. Wrażenia? Jak najbardziej pozytywne. Pokój jest dość spory i przestronny, jasny, z ładnym widokiem. Jest łóżko, szafa, półki, biurko – czego chcieć więcej? Łazienka – jest dobrze, kuchnia – też jest dobrze! Chociaż piekarnik wygląda, jakby sporo przeszedł, ale .. Ale jest! A to już dużo, myślałam bowiem, że nie będzie go wcale. Jakimś cudem udało mi się wśród wszystkich moich rzeczy odnaleźć dwie saszetki cappuccino i razem z Anią wypiłyśmy pierwszą wspólną kawę w Belinie. Smakowała wspaniale! Nie wiem, czy naprawdę była taka smaczna, czy to po prostu kwestia wspaniałego towarzystwa. I zmęczenia, więc wszystko, co chociaż trochę przypomina kawę zaspokoiłoby moje zapotrzebowanie na kofeinę. 
 

Kawa wypita, ciastka zjedzone, przyszedł czas na pierwsze załatwienia. Bieganie po mieście, wizyta w Urzędzie Miasta, w banku, we wspólnocie akademickiej – nie wiem, skąd miałam na to siły, skąd obie miałyśmy – Ania cały czas mi towarzyszyła, za co dziękowałam już chyba tysiące razy i robię to kolejny raz i chyba nigdy nie przestanę! – wszystko udało załatwić się z sukcesem. Kiedy późnym popołudniem wróciłam do akademika zjadłam Danie Dnia, czyli … Owsiankę z owsianką, zrobioną na wodzie – na zakupy nie starczyło już czasu, a przede wszystkim sił (a płatki owsiane przyjechały ze mną jeszcze z Krakowa!). Swoją drogą pod koniec tego dnia wyglądałam, jak siedem nieszczęść. Zjadłam miskę ciepłej owsianki, wypiłam herbatę, wskoczyłam pod prysznic i do łóżka. Zasnęłam od razu!
 

Kolejne dni to kolejne załatwienia. Dość sporo stresu i nerwów, ale na szczęście wszystko ostatecznie układało się w całość, kończyło sukcesem. Oprócz tego były też radości oczywiście! – zwiedzałam okolicę, dużo spacerowałam, robiłam całe mnóstwo zdjęć, doświadczałam niemieckiej uprzejmości – szokiem było dla mnie, gdy starsza Pani chciała ustąpić mi miejsca w autobusie, ponieważ trzymałam w ręce siatkę z zakupami. Wieczorami czytałam niemieckie gazety, słuchałam niemieckiego radia, oglądałam filmy, grałam w pasjansa, łapałam WiFi w McDonaldzie, w końcu zaczęłam też poznawać ludzi – kiedy przyjechałam w akademiku były jeszcze pustki, ale z dnia na dzień przybywało studentów. A teraz już w końcu mam też internet i kontakt ze światem, ze znajomymi, z rodziną, z blogiem i z Wami! 
 




 
Nie wiem, czy jestem jeszcze bardziej przestraszona, czy szczęśliwa, to niesamowite, gdy marzenia stają się rzeczywistością. Ta rzeczywistość nie jest zupełnie różowa, jest pełna niespodzianek i przeszkód, ale przecież przeszkody są po to, by je pokonywać i robię to! Zaciskam zęby i wiem, że to, co teraz wydaje mi się nie do przejścia, będzie w końcu tylko wspomnieniem.

A Berlin jest naprawdę cudowny! A ja jestem naprawdę szczęśliwa, że w końcu tu jestem!

Ach! Spróbowałam berlińskiego precla! Pierwszy niemiecki specjał, zjedzony na jedno z pierwszych śniadań. Jest naprawdę smaczny! Takie drożdżowe wydanie ... Paluszków/precelków! Na pewno jeszcze nie raz sięgnę po ten wypiek. 
 

Pierwsze pomyłki w sklepie też już były! Kupiłam jogurt naturalny … Kiedy już będąc w akademiku wymieszałam go z płatkami owsianymi i cynamonem, okazało się, że to … Śmietana. No cóż, człowiek uczy się na błędach, a płatki owsiane i cynamon smakują dobrze nawet ze śmietaną!


Niebawem wracam do Was z kolejnymi nowinkami i przepisami prosto z Berlina!

poniedziałek, 15 września 2014

mój burger w Streat Slow Food!

Jakiś czas temu wzięłam udział w konkursie na burgera, który organizowali wspólnie Streat Slow Food oraz chłopaki z bloga Gotowanie z pasją. Zgłosiłam się! I .... I wygrałam! Totalna niespodzianka! A co takiego było główną nagrodą? Mój burger od dzisiaj, przez najbliższe dwa tygodnie, będzie znajdował się w ofercie Streat Slow Food, to dla mnie ogromny zaszczyt i jeszcze większa radość! Kto jest z Krakowa, ten może spróbować burgera, którego wymyśliłam. Wystarczy, że udacie się na Kazimierz, a dokładnie na ulicę Kupa 10. Mam nadzieję, że burger Wam posmakuje! Jest to burger w iście meksykańskim klimacie - świeża bułka, pyszna wołowina, awokado, salsa fresca (czyli pomidor, cebulka, sok z limonki, oliwa z oliwek, czosnek, chilli, świeża kolendra, sól, pieprz) oraz ser cheddar. Zapraszam! Życzę smacznego i kto spróbuje - czekam na relację! 

sobota, 13 września 2014

SOBOTA ZE SPEEDCOOK'IEM: waniliowe ciasto z borówkami!

Ciasto ani trochę dietetycznie, ani trochę zdrowe, ani trochę bez cukru. Za to! Bardzo, bardzo waniliowe, bardzo, bardzo słodkie, bardzo, bardzo z borówkami, bardzo, bardzo pyszne! Bo przecież czasem można troszkę zgrzeszyć, prawda? A smak tego ciasta, jego zapach - to wszystko jest tego grzechu warte!

Ciasto piekłam jeszcze w mojej polskiej, domowej kuchni. Dzisiaj siedzę z kubkiem gorącej herbaty w mojej nowej, niemieckiej, akademickiej kuchni i z uśmiechem na twarzy przypominam sobie smak i zapach tego ciasta. A może upiekę je znowu? Trochę polskich wspomnień i smaków w niemieckiej, nowej rzeczywistości.




WANILIOWE CIASTO Z BORÓWKAMI
/Przygotowane w Speedcook'u/
Przepis (jedna keksówka):
1szkl mąki pszennej
2szkl mąki pszennej razowej
1/2szkl oleju rzepakowego
1/2szkl mleka
2 (duże) jajka
1szkl cukru do wypieków
100ml syropu waniliowego
ziarenka z 1/2 laski wanilii
1/2szkl borówek w cukrze*
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody oczyszczonej
+ 1 łyżeczka masła
bułka tarta (do wysmarowania i obsypania formy)
*można zastąpić świeżymi owocami
Piekarnik nastawić na 180 stopni (opcja grzania: termoobieg). W naczyniu miksującym umieścić składniki: mąkę, olej, mleko, jajka, cukier, syrop waniliowe, ziarenka wanilii, proszek do pieczenia oraz sodę oczyszczoną. Nastawić maszynę: obroty 4, czas 60 sekund. Po tym czasie powinniśmy uzyskać gładkie w konsystencji ciasto. Formę do pieczenia wysmarować masłem, obsypać bułką tartą. Do formy wlać ciasto. Na wierzch rozłożyć borówki. Ciasto wstawić do piekarnika, piec przez 60-70 minut, aż do "suchego patyczka". Ostudzić.