środa, 17 września 2014

Berlin, Herzlich Wilkommen!

Chociaż w Berlinie jestem już kilka dni, nadal nie do końca mogę w to uwierzyć. Wszystko tak szybko się dzieje, wszystko jest jeszcze trochę nierealne, chociaż już od pierwszych minut pobytu w Niemczech musiałam twardo stąpać po ziemi, nie było czasu na bujanie w obłokach. Ale może zacznijmy od początku …

 (tak, tak, wiem, że to blog kulinarny, ale muszę Wam trochę opowiedzieć!)

Berlin przywitałam z samego rana. Na przystanku Dworzec Berlin ZOB wysiadłam dokładnie o 6:55 i miałam najlepsze powitanie, jakie tylko mogłabym sobie kiedykolwiek wymarzyć! Czekała na mnie bowiem Ania. Jeszcze będąc w Polsce, nie mogłam się doczekać naszego spotkania. Gdyby nie Ania, jeszcze tego pierwszego dnia uciekłabym z Berlina i wróciła do domu, do Krakowa. Naprawdę! Ania pomogła mi z moim ciężkim i dość sporym (ale w końcu to na pół roku!) bagażem (Pan Kierowca z Polskiego Busa wyciągając mój bagaż z bagażnika stwierdził, że „to musi być bagaż jakiejś damy!” – i miał rację, haha). Po kilku przesiadkach i jeździe trzema różnymi środkami komunikacji (od razu poznałam niemieckie autobusy, S-Bahn oraz U-Bahn) dotarłyśmy do akademika. Otrzymałam klucz od uroczego Pana Hausmeistera, podpisałam, co trzeba, z emocji pewnie połowy nie zrozumiałam i razem z Anią stanęłyśmy w końcu w progach mojego nowego pokoju. Wrażenia? Jak najbardziej pozytywne. Pokój jest dość spory i przestronny, jasny, z ładnym widokiem. Jest łóżko, szafa, półki, biurko – czego chcieć więcej? Łazienka – jest dobrze, kuchnia – też jest dobrze! Chociaż piekarnik wygląda, jakby sporo przeszedł, ale .. Ale jest! A to już dużo, myślałam bowiem, że nie będzie go wcale. Jakimś cudem udało mi się wśród wszystkich moich rzeczy odnaleźć dwie saszetki cappuccino i razem z Anią wypiłyśmy pierwszą wspólną kawę w Belinie. Smakowała wspaniale! Nie wiem, czy naprawdę była taka smaczna, czy to po prostu kwestia wspaniałego towarzystwa. I zmęczenia, więc wszystko, co chociaż trochę przypomina kawę zaspokoiłoby moje zapotrzebowanie na kofeinę. 
 

Kawa wypita, ciastka zjedzone, przyszedł czas na pierwsze załatwienia. Bieganie po mieście, wizyta w Urzędzie Miasta, w banku, we wspólnocie akademickiej – nie wiem, skąd miałam na to siły, skąd obie miałyśmy – Ania cały czas mi towarzyszyła, za co dziękowałam już chyba tysiące razy i robię to kolejny raz i chyba nigdy nie przestanę! – wszystko udało załatwić się z sukcesem. Kiedy późnym popołudniem wróciłam do akademika zjadłam Danie Dnia, czyli … Owsiankę z owsianką, zrobioną na wodzie – na zakupy nie starczyło już czasu, a przede wszystkim sił (a płatki owsiane przyjechały ze mną jeszcze z Krakowa!). Swoją drogą pod koniec tego dnia wyglądałam, jak siedem nieszczęść. Zjadłam miskę ciepłej owsianki, wypiłam herbatę, wskoczyłam pod prysznic i do łóżka. Zasnęłam od razu!
 

Kolejne dni to kolejne załatwienia. Dość sporo stresu i nerwów, ale na szczęście wszystko ostatecznie układało się w całość, kończyło sukcesem. Oprócz tego były też radości oczywiście! – zwiedzałam okolicę, dużo spacerowałam, robiłam całe mnóstwo zdjęć, doświadczałam niemieckiej uprzejmości – szokiem było dla mnie, gdy starsza Pani chciała ustąpić mi miejsca w autobusie, ponieważ trzymałam w ręce siatkę z zakupami. Wieczorami czytałam niemieckie gazety, słuchałam niemieckiego radia, oglądałam filmy, grałam w pasjansa, łapałam WiFi w McDonaldzie, w końcu zaczęłam też poznawać ludzi – kiedy przyjechałam w akademiku były jeszcze pustki, ale z dnia na dzień przybywało studentów. A teraz już w końcu mam też internet i kontakt ze światem, ze znajomymi, z rodziną, z blogiem i z Wami! 
 




 
Nie wiem, czy jestem jeszcze bardziej przestraszona, czy szczęśliwa, to niesamowite, gdy marzenia stają się rzeczywistością. Ta rzeczywistość nie jest zupełnie różowa, jest pełna niespodzianek i przeszkód, ale przecież przeszkody są po to, by je pokonywać i robię to! Zaciskam zęby i wiem, że to, co teraz wydaje mi się nie do przejścia, będzie w końcu tylko wspomnieniem.

A Berlin jest naprawdę cudowny! A ja jestem naprawdę szczęśliwa, że w końcu tu jestem!

Ach! Spróbowałam berlińskiego precla! Pierwszy niemiecki specjał, zjedzony na jedno z pierwszych śniadań. Jest naprawdę smaczny! Takie drożdżowe wydanie ... Paluszków/precelków! Na pewno jeszcze nie raz sięgnę po ten wypiek. 
 

Pierwsze pomyłki w sklepie też już były! Kupiłam jogurt naturalny … Kiedy już będąc w akademiku wymieszałam go z płatkami owsianymi i cynamonem, okazało się, że to … Śmietana. No cóż, człowiek uczy się na błędach, a płatki owsiane i cynamon smakują dobrze nawet ze śmietaną!


Niebawem wracam do Was z kolejnymi nowinkami i przepisami prosto z Berlina!

20 komentarzy:

  1. Hej,rzadko komentuje blogi kulinarne aczkolwiek zaglądam tu codziennie od ponad półtora roku. Chce napisać,że zazdroszczę Ci wyjazdu, możliwości poznania innego świata, innych ludzi, kultury. Mnie generalnie trzyma tu w PL tylko dobra praca i umowa na stałe, no i moje zwierzęta a jest ich trochę. Gdyby nie to, podejrzewam,że dawno spakowałabym się i ruszyła zdobywać, odkrywać świat (a może uciec stad? ;( )
    Chciałam jeszcze dodać,że precelki są cudne jak takie buźki z otwartymi ustami :) tak jakoś mi sięto skojarzyło.
    a i jedno pytanko, co do płatków owsianych na zdjęciach, są jakieś INNE od moich, jakieś ciemniejsze? na zdjęciach też wygląda jakby było ich tam z pół kilo, czy one są ugotowane? surowe? rozwiążesz moje wątpliwości ? pozdrawiam i trzymam kciuki, swoją drogą odemnie do Berlina jest bliżej niż mam do stolicy PL :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bardzo miło mi to czytać i cieszę się, że postanowiłam napisać! :)
      jeśli tylko nadarzy się okazja to zwiedzaj, poznawaj świat i ludzi, to naprawdę niesamowite.

      co do płatków, są do płatki owsiane górskie (marki Halina), są rzeczywiście duże, gotowałam je, aczkolwiek niezbyt długo, bo byłam głodna i był to mój pierwszy posiłek zjedzony w ciągu dnia, a był już wieczór :D jest ich dość sporo, z tego samego też względu :D co do koloru - są z dodatkiem cynamonu, więc to dlatego.

      Usuń
  2. kochana, ja chciałabym tam być razem z Tobą, pomóc ci.. ale nie da się..
    Dlatego przesyłam mooooc sił, odwagi i szczęścia! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Powodzenia w Berlinie! Trzymam kciuki, żeby wszystko było po Twojej myśli :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale Ci zazdroszczę :)
    I oczywiście czekam na nowinki i przepisy! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. No to witaj na niemieckiej ziemi!:) Pierwsze koty za płoty, czeka Cię teraz przyjemny rekonesans zarówno kulinarny, jak i obyczajowy:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Czekałam na ten wpis z niecierpliwością! Przeczytałam go i... odetchnęłam z ulgą :) Jak to dobrze, że szczęśliwie dotarłaś i powoli się tam aklimatyzujesz! Erasmus wciąż budzi we mnie skrajne odczucia - z jednej strony niesamowitą ekscytację, z drugiej przerażenie... Ale skłaniam się chyba bardziej ku temu pierwszemu - w końcu lepiej żałować czegoś, co się zrobiło, niż później narzekać - "o, mogłam to zrobić...".
    Precel pierwsza klasa! Berlińskie uliczki również :) Czekam na więcej zdjęć i relacji!
    Trzymaj się cieplutko! :*

    OdpowiedzUsuń
  7. trzymaj się tam kochana! ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. czekałam na ten wpis jak nie wiem na co i wreszcie jesssst! cudownie tam musi być ech przez chwilę wyobraziłam sobie jakbym tam z Tobą była <3 wiesz że mocno Ci kibicuje i czekam tu w krk na Ciebie i opowieści przy kawie ;*

    OdpowiedzUsuń
  9. ale fantastycznie! korzystaj Kochana i baw się jak najlepiej! i ucz... ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Czekałam na te kilka słów o wyjeździe! ;D Jesteś idealnym przykładem na to, ze marzenia się nie spełniają, a my naszą pracą i działaniem je urzeczywistniamy :)
    Incydent ze śmietaną mnie rozbawił :P

    OdpowiedzUsuń
  11. Ten precelek wygląda jak taki mały potworek :D
    Pomimo tego, że zbyt często nie komentuję, to często tu zaglądam i ja również czekałam na wpis o wyjeździe :) Pięknie tam :)

    OdpowiedzUsuń
  12. jaka Ty jesteś pozytywnie nastawiona do życia! zazdroszczę Ci tego ;)
    czekam na kolejne podobne posty, bo bardzo ciekawie piszesz ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. hej,
    ja tez planuje wyjechac na Erasmusa do Niemiec :) powiedz, mieszkasz sama w pokoju? :) czy dofinansowanie wystarcza na pokrycie kosztow mieszkania w akademiku?
    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. super, ja jestem tutaj dopiero kilka dni, a już jestem pewna, że to była dobra decyzja! :)) także jedź koniecznie! :)) a co studiujesz? i kiedy planujesz jechać?

      mieszkam w akademiku, mam sama pokój, tak :) i dofinansowanie starsza na pokrycie kosztów mieszkania, zostaje jeszcze na inne wydatki. niemniej jednak wszystkie koszty to więcej niż dofinansowanie, trzeba niestety dokładać. jeśli masz jeszcze jakieś pytania - chętnie pomogę!

      Usuń
    2. jestes kochana, ze odpisalas :-)
      odezwe sie wieczorem do Ciebie na mejla, co by tu nie spamowac :)
      milego dnia!

      Usuń
  14. Świetnie czytało się tę relację. Oby jak najwięcej pozytywnych wspomnień z Berlina i oby ludzie, z którymi będziesz studiować okazali się wspaniałymi kompanami! :) Mam nadzieję na więcej takich relacji, a i może coś o studiach/kierunku (tak się składa, że co do jednego kierunku, możemy przybić sobie piątkę :D). Powodzenia! :)

    OdpowiedzUsuń
  15. to piłaś do tego szybkiego śniadanka? czy to jest jakieś mleko smakowe?

    OdpowiedzUsuń