piątek, 11 lipca 2014

Wielki Finał BlogerChef!

Ach, co to był za weekend! Wielki finał konkursu BlogerChef nareszcie nadszedł! Przyznaję, że z niecierpliwością oczekiwałam tych dni, które jawiły się jako dni pełne pysznego jedzenia, wspaniałych ludzi, szczypty rywalizacji, całego mnóstwa atrakcji, jak warsztaty i pokazy kulinarne. Byłam niezwykle ciekawa, czym zaskoczy finałowa piątka blogerów kulinarnych, jakie smaki zaprezentują jury oraz nam - widowni. Na finał pojechałam kibicować oczywiście Karolinie, to za nią trzymałam kciuki! Finał konkursu odbywał się pod Warszawą, w Hotelu Windsor****, dokładnie w miejscowości Jachranka. Moja podróż i weekendowa przygoda rozpoczęła się już w piątek, kiedy to razem z Mają (Pozytywne Żywienie) wyruszyłyśmy późnym popołudniem do Częstochowy. Podróż w busie upłynęła nam na plotkowaniu, robieniu dziwnych zdjęć, głośnym śmianiu się i narzekaniu, że nie chce nam się już siedzieć (mina ludzi stojących - bezcenna). W Częstochowie spędziłyśmy noc, po to by rano wyruszyć w dalszą drogę. Mało snu, lekki problem z pobudką (ach, te budziki!), ale udało się! - już o siódmej rano wsiadłyśmy do samochodu, którym podjechały po nas Aneta i Karolina, mogłyśmy jechać dalej. W drogę! 


Oczywiście dotarłyśmy na ostatnią chwilę, ale najważniejsze, że się udało. Na początku wszyscy zostaliśmy powitani przez Kasię i Marka - organizatorów całego tego fantastycznego wydarzenia. Kasia i Marek przypomnieli zasady konkursu, przedstawili jury, sponsorów i przede wszystkim uczestników, naszych pięciu półfinalistów! 










Konkursowe gotowanie podzielone było na dwie konkurencje. Pierwsza z nich polegała na przygotowaniu przez uczestników swojego, wcześniej zgłoszonego, dania popisowego, na co mieli godzinę czasu. Działo się na kuchennych stanowiskach, oj działo! A jak pachniało, a jak smakowało! Były zielone kopytka z bobu, polane sosem miętowym i posypane orzeszkami, perliczka w zatarze z jadalną ziemią, soczyste steki, kolorowe warzywa, pieczone kurki. Wszystko zachwycało, uwierzcie! Kolejną konkurencją były "czarne skrzynki" - uczestnicy musieli przygotować danie z użyciem dwóch tajemniczych składników, które blogerzy poznali dopiero na miejscu. Co znajdowało się w czarnych skrzynkach? Żurawina Bakalland i mielony imbir Appetita. Godzina na wymyślenie i przygotowanie dania godnego Finału okazała się wyzwaniem! Ale każdy poradził sobie wyśmienicie, a pomysłów na smakowite dania nie brakowało. Uczestnicy konkursu pokazali naprawdę wysoki poziom.




Po konkursie, ale jeszcze przed ogłoszeniem wyników, przyszedł czas na odpoczynek i relaks - lunch, warsztaty i pokazy z Adamem Michalskim "Syfony iSi w domowej kuchni" - wiecie, jakie smakołyki można za pomocą syfonu przyrządzić? Niesamowite! Dla mnie numer jeden to tiramisu! Po warsztatach mieliśmy chwilę dla siebie - spacer, sauna, odpoczynek w pokoju, każdy sam mógł zdecydować, jak wykorzystać ten czas. A wieczorem uroczysta kolacja i ogłoszenie wyników! Po trzymającym w napięciu wstępie organizatorów dowiedzieliśmy się, że zwycięzcą II edycji konkursu BlogerChef został Paweł, a drugie miejsce zajęła Ania. Jeszcze raz gratuluję laureatom i finalistom, byliście wszyscy genialni! Nagrody dla finalistów zapierały dech w piersiach. Było o co walczyć, naprawdę! A po kolacji kolejne pokazy i ... Jadalne owady! Osobiście nawet na to nie patrzyłam, ale byli tacy odważni, co skosztowali tych "smakowitych" robaczków! Odważane, zbyt odważna nawet na mnie!





 







A wieczorem zabawa w klubie Akwarium, do samego rana! Tańce, śmiechy, rozmowy, czyli to, co lubię w tym wszystkich najbardziej - i zacytuję za Mają: "najwspanialsza rzecz jaką dało mi blogowanie. Alter-życie. Wspaniali ludzie, wspaniałe miejsca, smaki i doświadczenia. Coś, czego nie da się opisać słowami. Coś, co chciałoby się uczynić swoim sposobem na to życie właściwe. Coś niepowtarzalnego. Kocham. Dziękuję." Karolina, Maja, Aneta, uuuuuuwielbiam Was dziewczyny! I czekam na kolejne wspólne chwile! 

W końcu, nad ranem (ciii ...) wyczerpani emocjami od razu zasnęliśmy w hotelowych pokojach - w niedzielę czekały nas bowiem kolejne atrakcje: Piknik BlogerChef! Ale o tym dowiecie się już w kolejnym poście.



3 komentarze:

  1. było bosko... <3 i wiem, że to dzięki Wam wytrwałam tam do końca... <3
    Dziękuję!!! ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. dla takich wspólnych spotkań zdecydowanie warto być blogerką! :)

    OdpowiedzUsuń