wtorek, 31 grudnia 2013

kulinarne podsumowanie 2013 roku!

Już dzisiaj, już za moment pożegnamy się ze Starym Rokiem i powitamy z Nowym. Za kilka godzin będziemy pić szampana, patrzeć w gwiazdy i składać sobie noworoczne życzenia. Zanim to jednak nastąpi postanowiłam zrobić małe kulinarne podsumowanie mijającego już roku i podzielić się nim z Wami. Ciekawi jesteście, jaki był dla mnie i dla mojego bloga ten 2013 rok? Był rokiem pełnym nowych smaków: pierwszy raz miałam okazję zjeść takie owoce, jak kaki, persymona i awokado. Pierwszy raz dodałam suszoną lawendę do swoich potraw. Odkryłam kaszę quinoa i bulgur. Polubiłam pierogi ruskie (ciekawe, czy kiedyś przekonam się jeszcze do zupy pomidorowej?). Zrobiłam pierwsze w swoim życiu bajaderki, pierwsze sushi, pierwszy wegańskie sernik i wegańskie ciasteczka. Ulepiłam pierwsze wigilijne uszka (sztuk dwieście!) nadziane kapustą z grzybami. Nauczyłam się gotować barszcz czerwony. Upiekłam pierwszy chleb! Najpierw na drożdżach, a w końcu i na zakwasie! Wzięłam udział we wspaniałych warsztatach kulinarnych, w trakcie których wiele się nauczyłam i poznałam fantastycznych ludzi: zaczęło się od warsztatów kuchni włoskiej w szkole gotowanie "Kulinarne Kreacje", później były pasjonujące warsztaty pieczenia chleba z samą Trine Hahnemann, wspólne gotowanie na barce Augusta i świąteczne dekorowanie babeczek z Beetlebits. Największym zaskoczeniem i przygodą, jaka spotkała mnie w tym roku była przygoda z konkursem Kulinarny Blog roku 2013. Kiedy w kwietniu zgłaszałam do konkursu swój przepis na pieczoną owsiankę jogurtowo-truskawkową nie miałam świadomości, jak daleko to wszystko zajdzie! Wygrana 'bitwa' tygodniowa, miesięczna, a w końcu kwartalna i mój debiut jeśli chodzi o telewizję - występ w porannym programie Dzień Dobry TVN i wspólne gotowanie z Anią Starmach, a w końcu przyszedł czas na finał i drugie miejsce, z którego jestem naprawdę dumna. Ogromna radość i niedowierzanie. Do tej pory towarzyszą mi te dwa uczucia! Ten konkurs jeszcze bardziej umocnił mnie w przekonaniu, że gotowanie jest moją największą miłością, a dodatkowo pokazał mi, jak wielu wiernych czytelników ma mój blog. Co jeszcze się działo? Jadłam moje pierwsze sushi! I od razu własnoręcznie robione, w domowej kuchni, wegetariańskie - z warzywami i japońskim omletem! Na deser były domowe lody o smaku zielonej herbaty! A wszystko dzięki mojej japońskiej dziewczynce Domi! Wspólnie zrobiłyśmy również nasz pierwszy wegański "sernik" surowy! Poza tym odwiedziłyśmy w tym roku WegePiknik oraz Najedzeni Fest Jesień 2013. Kulinarne wydarzenia to coś, co bardzo lubimy i żadnej okazji nie możemy przegapić! Jeśli jesteśmy już przy kulinarnych wydarzeniach to, tym razem z Anetą, najadłyśmy się i napatrzyłyśmy na smaczne jedzenie na festiwalu "Jemy na polu - przyjdź głodny i zjedz tu!". We wrześniu bawiłam się przy wspólnym stole, który stanął na krakowskim Rynku Podgórskim z okazji akcji "Zapraszamy do stołu!", którą zorganizowali świetni ludzie z Institute of Design Kielce. W tym roku spełniło się również moje wielkie marzenia z dzieciństwa! Dzięki uprzejmości i zaproszeniu, jakie dostałam, mogłam zwiedzić słodką Fabrykę Czekolady Wawel. Wzięłam udział w trzech odcinkach Happy Fooding'u: ugotowałam czarną zupę soczewicowo-fasolową i białą: ziemniaczany krem z gruszką i porem, upiekłam i udekorowałam tysiące pierniczków, a to wszystko w towarzystwie blogerów i nieblogerów - po prostu ludzi, którzy kochają dobre jedzenie. Jadłam wegetariańskie burgery, które zawładnęły moim podniebieniem! Jadłam marchewkowe lody i słodkie ziemniaki, dzięki mojej Karo poznałam Reksia, zwiedziłam Bielsko Białą, Kazimierz Dolny, Kielce, Warszawę i w końcu też Katowice. Nawiązałam nowe znajomości, które z płaszczyzny blogowej przeniosły się na realną i nawet przerodziły się w prawdziwe przyjaźnie. Ojej, naprawdę dużo się działo! Pewnie o wielu zdarzeniach zapomniałam, pewnie (na pewno!) przeżyłam znacznie więcej kulinarnych (i nie tylko) emocji, niż udało mi się tutaj wymienić. To był dobry rok, no pewnie! Było smacznie, wesoło, raz gorąco, a raz zimno, było pyszne jedzenie, byli wspaniali ludzie - no, sami powiedzcie, czego chcieć więcej?










Z okazji podsumowania zaglądnęłam dzisiaj również w statystyki bloga. Oczywiście nie odgrywają one dla mnie ważnej roli, ale miło zobaczyć, że Was - stałych czytelników/obserwatorów, jest aż 457. Dla mnie to naprawdę duża liczba. Dziękuję Wam, że byliście ze mną przez cały ten rok i mam nadzieję, że będziecie również w roku 2014! Byłam bardzo ciekawa, po jakie przepisy sięgaliście najczęściej i jak się okazało .......

Najbardziej popularnymi przepisami, na które zaglądaliście najczęściej, okazały się: 





















Nie mam żadnych szczególnych oczekiwań, co do nadchodzącego 2014 roku, nie robię sobie też żadnych szczególnych postanowień. Nie zakładam, że będę codziennie ćwiczyć, że schudnę, że codzienne będę się uczyć nowych słówek z angielskiego. Właściwie to nie robię żadnych postanowień. Mam za to cel. Jeden. Dość konkretny.  Właściwie już jakiś czas temu sobie to mocno postanowiłam i nie wiąże się to z żadną szczególną datą w kalendarzu. W 2014 roku, jak i również w każdym innym, będę czerpała z życia pełnymi garściami. Będę szczęśliwa. Już czerpię. Już jestem szczęśliwa. Ale jestem gotowa na kolejne przeżycia. 

Szczęśliwego Nowego Roku, kochani!

poniedziałek, 30 grudnia 2013

jaśminowy ryż z sosem śliwkowym!

Kiedyś myślałam, że istnieją tylko dwa rodzaje ryżu: biały i brązowy. Jakież było moje zdziwienie, gdy dowiedziałam się, w jak wielkim błędzie jestem! Naprawdę zaskoczył mnie fakt istnienia aż tylu odmian ryżu białego. Do tego doszedł jeszcze ryż dziki, który chyba najbardziej mnie zadziwił swoim wyglądem i lekko orzechowym smakiem. Jeśli natomiast chodzi o ryż biały to miałam okazję spróbować chyba większości jego odmian i nawet mam już swój ulubiony. Jaśminowy. Uwielbiam go za charakterystyczny aromat, który delikatnie ujawnia się podczas gotowania. Ziarna tego ryżu są smukłe, długie i śnieżnobiałe, jak kwiaty jaśminu właśnie - stąd też jego nazwa. Po ugotowaniu ryż pozostaje sypki i nie skleja się, a w smaku jest bardzo delikatny. Według mnie idealnie pasuje on do słodkich sosów, jogurtu/śmietany, do owoców. 





JAŚMINOWY RYŻ Z SOSEM ŚLIWKOWYM
Przepis (jedna porcja):
70g Ryżu Jaśminowego Britta
250ml mleka
szczypta soli
garść suszonych śliwek
50ml wrzątku
50g jogurtu naturalnego
Suszone śliwki umieścić w miseczce, zalać wrzątkiem i odstawić na bok. Mleko wlać do rondelka, dodać szczyptę soli, zagotować. Do gotującego się mleka wsypać ryż, zmniejszyć ogień i gotować, co jakiś czas mieszając, przez około 18 minut, aż ryż będzie miękki. W tym czasie przygotować sos: namoczone śliwki zblendować (razem z wodą, w której śliwki się moczyły). Gotowy ryż odcedzić, przepłukać zimną wodą, wyłożyć do głębokiego talerza. Ryż polać jogurtem naturalnym oraz sosem śliwkowym. Podawać.

niedziela, 29 grudnia 2013

waniliowa manna z owocem kaki!

Lubię to połączenie. Szczególnie o poranku. Aksamitna kasza manna, delikatny smak wanilii i słodki owoc kaki. Dobrze jest zacząć dzień od tak pysznego trio. Śniadanie proste. Zwykle niezwykłe. Niezwykle zwykłe. Trzy składniki, krótkie, bo około dziesięciominutowe przygotowanie, a smak jest naprawdę nieziemski. 




WANILIOWA KASZA MANNA (GOTOWANA NA MLEKU) Z OWOCEM KAKI

sobota, 28 grudnia 2013

SOBOTA ZE SPEEDCOOK'IEM: twarożek, niczym chałwa!

Lubicie chałwę? U mnie sprawa z chałwą kształtuje się nieco ... Dziwnie. Tak, tak, dziwnie. Bowiem za samą chałwą nie przepadam, jest dla mnie za słodka i po jednym kęsie całkowicie odpadam. Za to uwielbiam wszystko, co ma smak chałwy! I tak jest właśnie z tym twarożkiem. Totalnie mnie oczarował, a moje podniebienie oszalało na jego punkcie. Smak sezamu jest mocno wyczuwalny, idealnie komponuje się ze smakiem sera białego, a dodatek miodu nadaje twarożkowi słodkiego (jednak nie za słodkiego!) charakteru. Jeśli lubicie chałwę to pokochacie ten twarożek! Jeśli nie lubicie chałwy to nie zrażajcie się wcale i mimo to spróbujcie tego twarożku. Bo może, tak jak ja, nie lubicie chałwy, ale lubicie wszystko, co ma jej smak? 



CHAŁWOWY TWAROŻEK
/Przygotowany w Speedcook'u/
Przepis (jedna porcja):
200g sera białego
50ml mleka
1 łyżka tahini
1 łyżka miodu
2 łyżki sezamu
Ser biały, mleko, tahini, miód i sezam umieścić w naczyniu miksującym. Nastawić obroty: 4, czas: 3 minuty. Włączyć. Gotowy twarożek przełożyć do pucharka, posypać sezamem. Wstawić do lodówki do schłodzenia.

piątek, 27 grudnia 2013

makowo-pomarańczowe parfait!

Święta, święta ... I po świętach. Świąteczne dni, tak jak myślałam, minęły w szybkim tempie. Teraz nie pozostaje nam nic innego jak czekać z pełnymi od pysznego jedzenia brzuchami, a od ciepłych wspomnień głowami i sercami do następnego roku, do kolejnego grudnia. Jednak nie ma się co smucić, że tegoroczne świętowanie już za nami! W lodówce zostało jeszcze trochę sałatki jarzynowej i pasztetu z białej fasoli, są też resztki piernika i makowca, w koszyczku na owoce w dalszym ciągu nie brakuje mandarynek i pomarańczy. Nawet masę makową jeszcze znalazłam! Stąd też dzisiejsze śniadanie w takich, a nie innych smakach. Przed nami kilka dni poświątecznego odpoczynku i czas zabawę! Jak tam, kreacje na Sylwestra już przygotowane?



MAKOWO-POMARAŃCZOWE PARFAIT
Przepis (jedna porcja):
150g jogurtu naturalnego
200g masy makowej
1 (mała) pomarańcza
ziarenka z 1/2 laski wanilii
szczypta cynamonu
Przygotować pucharek. Masę makową wymieszać z cynamonem. Nałożyć na dno pucharka. Jogurt naturalny wymieszać dokładnie z ziarenkami wanilii, nałożyć na masę makową. Pomarańczę umyć, obrać, pokroić w małe kawałki i ułożyć na jogurcie. Deser schłodzić w lodówce (minimum 30 minut). Podawać. 

czwartek, 26 grudnia 2013

słodkości, pasztety, domowy chleb - Boże Narodzenie!

Pierwszy dzień Świąt Bożego Narodzenia upłynął na przyjemnym lenistwie w domu. Rozpoczęty pyszną chałką i herbatą w nowym, świątecznym kubku, w towarzystwie rodziców. Później było ponowne oglądanie oraz zachwycanie się prezentami, kawa, słodkie chwile przy cieście, barszcz czerwony i uszka, które pierwszy raz w tym roku ulepiliśmy własnoręcznie i z których jesteśmy baaaardzo dumni, ponieważ przy gotowaniu żadne się nie rozleciało, a i smakowały naprawdę dobrze! Swoją drogą jeśli jesteśmy przy czerwonym barszczu, uszkach i jeszcze dodatkowo fasoli jasiek - mój żołądek nie ma dna w tej kwestii, pomieści każdą ilość tak pysznego jedzenia! Jeszcze później były świąteczne filmy, uwieńczone wieczornym seansem z Kevinem, gra w Rummikub (jasne, że znowu wygrałam!). Był ogień w kominku, świecąca choinka, mruczące koty. Zapach i smak świeżo upieczonego chleba, pasztetu i sałatki jarzynowej. Kolędy do poduszki.











A dzisiaj? Dalej święta, święta, święta! A skoro święta to? ... Rodzinne spotkania, wspólne biesiadowanie przy stole. Wspólne obiady, kolacje, śniadania ... A jeśli już przy jedzeniu jesteśmy (znowu!) to, czy ktoś widział Święta bez pasztetu? Nie wiem, jak to jest u Was, ale w mojej rodzinie zawsze znajdzie się dla niego miejsce na stole! Z reguły jest to oczywiście pasztet mięsny, ale ja w tym roku postanowiłam upiec również wegetariańską wersję pasztetu. I wiecie co? Nawet najwięksi mięsożercy w mojej rodzinie jednogłośnie stwierdzili, że niezły ten pasztet! Zajadali ze smakiem! Bazą dla pasztetu jest biała fasola, a smaku dopełnia dodatek jabłka, pora i cebuli. Całość delikatnie pikantna, kminkowa, musztardowa. Z domowym chlebem, na którego również zostawiam Wam przepis, tworzy idealne połączenie smakowe. Upieczcie, polecam! Nie tylko na Święta, ale na każdy dzień. Może być na poniedziałek albo na czwartek, na sobotę, czy niedzielę.



PASZTET Z BIAŁEJ FASOLI
(Inspiracja: www.jadlonomia.pl)
Przepis (jedna keksówka):
2 szklanki drobnej białej fasoli (suchej)
+ woda (do namoczenia)
1 cebula
1 jabłko
1 (średni) por
1 łyżka musztardy
1 łyżeczka kminku
1 łyżeczka pieprzu czarnego
1 łyżeczka soli morskiej
1/2 łyżeczki ostrej papryki
1/2 łyżeczki słodkiej papryki
50ml oleju z orzechów arachidowych 
Fasolę wsypać do miski, zalać zimną wodę i moczyć przez noc. Rano wstawić do gotowania. Gotować, aż do miękkości (około 40 minut). W tym czasie cebulę i por posiekać w piórka, jabłko obrać ze skórki, pokroić na dość drobną kosteczkę. Na patelni rozgrzać odrobinę oleju z orzechów arachidowych, na rozgrzany olej wrzucić cebulę, por i jabłko. Smażyć, aż do zarumienienia. Gdy fasola będzie już miękka odcedzić ją z wody. Odstawić do ostygnięcia. Wymieszać z podsmażoną cebulą, porem, jabłkiem, doprawić pieprzem, solą, papryką ostrią i słodką, kminkiem, dodać musztardę, wymieszać. Zblendować na gładką, w miarę jednolitą masę. Piekarnik rozgrzać do 180 stopni (opcja grzania: termoobieg). Masę na pasztet przełożyć do keksówki (u mnie: silikonowa, w innym przypadku należy formę natłuścić). Wstawić do piekarnika. Pasztet piec przez około 40 minut. (Rada: w połowie pieczenia można przykryć pasztet folią aluminiową - pasztet wtedy nie spiecze się zbytnio z wierzchu i później nie będzie się nadmiernie rozpadał w trakcie krojenia.) Gotowy pasztet należy wyjąć z piekarnika, całkowicie wystudzić na kratce i dopiero podawać/kroić.



CHLEB PSZENNO-RAZOWY z pestkami dyni
Przepis (jedna bochenek):
Zaczyn:
60g zakwasu
60g mąki pszennej razowej
60g (zimnej) wody
Ciasto:
290 (zimnej) wody
320g mąki pszennej razowej
szczypta soli
2 łyżki siemienia lnianego
1/2szkl pestek dyni
Przygotować zaczyn: drewnianą łyżką wymieszać w misce zakwas, mąkę pszenną razową oraz wodę. Przykryć folią aluminiową i odstawić na około 8 godzin (najlepiej zrobić to wieczorem, a rano będzie można już piec chleb). Gdy zaczyn będzie już gotowy wymieszać go dokładnie z resztą składników: wodą, mąką, solą, siemieniem lnianym i pestkami dyni. Ciasto przełożyć do formy, odstawić w ciepłe miejsce na około godzinę, do wyrośnięcia. Po tym czasie nagrzać piekarnik do 230 stopni (opcja grzania: termoobieg). Wstawić formę do nagrzanego piekarnika. Po 15 minutach zmniejszyć temperaturę do 180 stopni. Piec chleb jeszcze przez 60 minut. Po tym czasie wyjąć chleb z piekarnika, odstawić do całkowitego ostygnięcia.

środa, 25 grudnia 2013

makowe bajaderki!

Wigilijny wieczór tradycyjnie już okazał się wieczorem bardzo pięknym, pełnym magii. Pełnym pysznego jedzenia, uśmiechów, rozmów, prezentów, zapachu choinki i sianka, rodzinnych opowieści sprzed lat, które są chyba moją ulubioną częścią takich spotkań. Po raz kolejny stwierdzam, że w tym kończącym się już powoli roku musiałam być naprawdę grzeczna, ponieważ na początku Mikołaj, a teraz Aniołek okazali się dla mnie naprawdę hojni! Piękne prezenty znalazłam pod choinką. Jestem szczęśliwa, ponieważ i moje słodkości wywołały uśmiech na twarzach osób, które nimi wczoraj obdarowałam. A hitem wigilijnej kolacji okazały się pierogi z suszoną śliwką! Moja nowa wigilijna miłość! Wigilijny wieczór, jak zwykle, minął szybciej, niż by się chciało. Mam nadzieję, że wczorajsza wieczerza upłynęła Wam równie miło, co mi. Przed nami kolejne dni. Dni Bożego Narodzenia. Życzę Wam, aby również one były pełne spokoju, radości, miłości i ciepłej atmosfery. Dzisiaj odpoczywam w domu. Piekę chleb, zjadam resztki słodkiego ciasta, idę na spacer. A Was zostawiam z przepisem na słodkie kuleczki, zachwycające prostotą wykonania i wspaniałym smakiem.

Kiedy w tamtym tygodniu robiłam domowe bajaderki (w wersji kakaowo-lawendowej) na uczelniane spotkanie wigilijne nie pomyślałabym, że zrobią one furorę nie tylko wśród studentów, ale również w moim domu! Rodzice byli bardzo zawiedzeni, gdy po spróbowaniu bajaderek dowiedzieli się, że więcej dla nich nie ma, bowiem zabieram je ze sobą na wyżej wspomniane spotkanie właśnie. Mama zarządziła: "bajaderki dla nas!" - i oto są. W wersji jeszcze bardziej świątecznej, bo makowej. Teraz wszystkie są dla nas. Poczęstowałabym Was, ale ... Ale znikają tak szybko, że to kwestia kilku minut i ani jednej bajaderki już nie będzie. Dlatego mam pomysł! Robię kolejną porcję, a Wy ze mną! Piszecie sie na taki bajaderkowy układ?




MAKOWE BAJADERKI
Przepis (około 35 sztuk):
400g ciasteczek maślanych
300g masy makowej
1/2szkl mleka
50g masła
2 łyżki miodu
+ suchy mak (do obsypania)
Masło razem z mlekiem i miodem podgrzać w rondelku, aż do rozpuszczenia. Odstawić do ostygnięcia. Ciasteczka drobno pokruszyć i wsypać do miski. Dodać masę makową oraz ostudzone masło z miodem i mlekiem. Wszystko razem dokładnie wymieszać, aż do powstania jednolitej konsystencji. Do osobnej miseczki wsypać suchy mak. Z ciasteczkowej masy formować kulki, obtaczać je w maku i układać na tacce/blaszce. Tak przygotowane bajaderki wstawić do lodówki na minimum jedną godzinę, do schłodzenia.