piątek, 31 maja 2013

miętowo-pomarańczowa zupa mleczna!

Kiedy ma się do napisania zaliczeniową pracę na dwadzieścia stron dobrze, gdy na zewnątrz jest zimno, ponuro, pada deszcz i pod koniec dnia można nawet usłyszeć grzmoty, zobaczyć błyskawice. Sprawdzona teoria! Dziękuję pogodzie, że wczoraj mnie nie kusiła i dzięki temu jeden referat jest już za mną. (Bo przecież grunt to znaleźć pozytywne strony nawet takiej jesiennej aury pod koniec maja, prawda?).

Dzisiaj natomiast obudziło mnie słońce, a takie pobudki lubię najbardziej. Nie zdziwiłabym się jednak wcale, gdyby nagle znowu zaczęło padać - w końcu Pani Pogoda zmienną jest. Dlatego piję kawę, jem śniadanie i uciekam na rower! Już od wczorajszego wieczora gotowy czeka na mnie w garażu.

W moim ogródku pojawiły się już pierwsze truskawki. Są też poziomki! Wprawdzie jeszcze zielone, ale to tylko kwestia czasu. Wczoraj tata przyniósł pierwszą "naszą" rzodkiewkę i zieloną sałatę.


miętowo-pomarańczowa zupa mleczna z migdałami

Przepis (jedna porcja):
1 pomarańcza
garść migdałów
1/3 szklanki wody
1 szklanka mleka
szczypta cynamonu
1 łyżka soku z cytryny
garść świeżych liści mięty
Pomarańczę obrać (usunąć dokładnie również białą skórkę) i zmiksować razem ze świeżą miętą za pomocą blendera. Wymieszać z sokiem z cytryny, doprawić szczyptą cynamonu. Mleko i wodę wlać do garnuszka i postawić na ogniu. Gdy zacznie się gotować dodać zmiksowaną wcześniej pomarańczę i jeszcze przez kilka minut podgrzewać. Gotową zupę mleczną przelać do miski i wstawić do lodówki na kilkanaście minut. Migdały posiekać. Gdy zupa się schłodzi wyjąć z lodówki i posypać migdałami.

czwartek, 30 maja 2013

płatki ryżowe a'la caffe latte!

Dwanaście godzin snu. Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak długo spałam. Gdyby nie zapach kawy roznoszący się po całym domu to pewnie i tak jeszcze przez jakiś czas nie wychodziłabym z łóżka, bo naprawdę miałam wielką ochotę przewrócić się na drugi bok i jeszcze trochę pospać. Jednak moja silna miłość do tego napoju zwyciężyła, jakoś zrzuciłam z siebie kołdrę, owinęłam w szlafrok i zeszłam do kuchni. Duży kubek kawy z mlekiem znalazł się w moich dłoniach, rozgrzał od środka, ale ... Ale nie obudził. Mogę wracać do łóżka? Nie mogę, za dużo mam do zrobienia. Zacznę od śniadania. Co by tutaj zjeść? ... Może kawę? 

 płatki ryżowe a'la cynamonowe caffe latte 

Przepis (jedna porcja):
2/3szkl mleka + 1/3szkl wody
3 łyżeczki kawy rozpuszczalnej
2 łyżeczki cynamonu
1 białko jajka
1 łyżka serka śmietankowego
3 łyżki jogurtu naturalnego 
Płatki ryżowe zalać mlekiem i wodą, postawić na ogniu. Gotować przez 10-15minut, aż będą gęste, cały czas przy tym mieszając, aby uniknąć przypalenia. Odstawić do ostygnięcia na kilka minut. 
Całość zblendować na gładką masę. Połowę masy przełożyć do miseczki i wymieszać z serkiem śmietankowym. Drugą część masy wymieszać z kawą rozpuszczalną i cynamonem. Białko jajka ubić na sztywną pianę i połączyć z jogurtem naturalnym. Przygotować wysoką szklankę i nakładać warstwami: płatki ryżowe zmieszane z serkiem, następnie płatki ryżowe z kawą i cynamonem, a na samym wierzchu ubita piana z białkiem z jogurtem. Posypać cynamonem i podawać.

poniedziałek, 27 maja 2013

pieczony "pancake" owsiany!

Poniedziałek. Wtorek. Środa. Weekend. Trzydniowy tydzień, co za optymistyczna wizja! Tylko ona chyba jest w stanie postawić mnie aktualnie do tak zwanego "pionu". Tylko czemu znowu zamiast się uczyć to spędzam czas przy kuchennym blacie, przy piekarniku? Mam ochotę skakać na trampolinie, mimo ogólnego zmęczenia, jeździć na rolkach, urządzić piknik. Szukam ochoty na naukę. Nigdzie jej nie ma.

         
 pieczony owsiany "pancake" kakaowy z jabłkiem pod bezą

Przepis na pieczonego "pancake'a" Slyvvi już od dawna miałam zapisany w zakładkach "ulubione", ale jakoś totalnie (przyznaję się bez bicia!) o nim zapomniałam. Co za szczęście, że wczoraj, jakoś tak zupełnie przypadkowo, sobie o nim przypomniałam! Trochę pomieszałam w składnikach po swojemu i chyba odkryłam nowe, ulubione śniadanie! Musicie tego spróbować i Wy, koniecznie!

Przepis (jedna porcja):
INSPIRACJA: http://poranneinspiracje.blogspot.com/2013/03/745.html
ciasto:
1/2szkl płatków owsianych marki Halina
200g jogurtu naturalnego
1 łyżka (gorzkiego) kakao
1 jajko
1 łyżka miodu
1 jabłko
beza:
1 białko jajka
1 łyżeczka stewi
Jabłko obrać i pokroić w kostkę. Płatki owsiane zblendować, tak aby powstała konsystencja "mąki". Dodać jajko, jabłko, kakao, miód i jogurt naturalny, dokładnie wymieszać ze sobą składniki i wlać do naczynka/foremki. Przygotować bezę: białko jajka ubić na sztywną pianę, dodając stewię. Tak przygotowaną pianę nałożyć na ciasto. Całość piec przez 50 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni.

niedziela, 26 maja 2013

Dzień Mamy!

rano upina włosy
maluje powieki na niebiesko
uśmiecha się nawet do deszczu
rozmawia z kotem i czajnikiem

w dzień zmienia świat na lepsze
podając najlepszą kawę w biurze
nawet szef przestaje krzyczeć
i łagodnieje

wieczorem ceruje
smutki w rajstopach
kąpie brudne skarpetki
naprawia błędy w zeszycie
wypędza latarką potwory z szafy
na dobranoc całuje misia w czoło

potem cały pokój słucha
opowieści mamy o dobrych wróżkach
mieszkających między kartkami książek


(Izabela Monika Bill)

Wstając dzisiaj specjalnie wcześniej od reszty domowników, aby potajemnie w kuchni przygotować wspólne śniadanie z okazji dzisiejszego Dnia Matki, chodząc na paluszkach między kuchnią, a jadalnią, wycinając serduszka z pomidora i ogórka, mieszając, doprawiając, starając się przy tym nie hałasować i stwarzać pozory, że ja również wyleguję się jeszcze w łóżku - poczułam to podekscytowanie, poczułam magię, jak gdybym znowu była małą dziewczynką robiącą w ukryciu dla mamy naszyjnik z makaronu.




Co dzisiaj na śniadanie? Kremowe jajka w kokilkach z pomidorem, zieloną cebulką, solą morską i pieprzem ziołowym. Do tego chleb pszenny/chleb słonecznikowy, czerwona rzodkiewka, biała rzodkiew, zielony ogórek. Pomarańczowe smoothie.

sobota, 25 maja 2013

owsiane kluski kładzione!

Nie lubię tych szybkich czwartkowych i piątkowych poranków. To niby tylko dwa dni, ale dla mnie to zawsze wystarczająca ilość czasu, aby stęsknić się za fotografowaniem śniadań i dzieleniem się nimi tutaj na blogu, z Wami. Na szczęście dzisiaj jest czas. Czas na leniwe przeciąganie się w łóżku, zejście do kuchni w szlafroku, wypicie kawy w ulubionym kubku, przeglądnięcie gazety, kilkunastominutowe przeszukiwanie lodówki, szafek i spiżarni, wygłaskanie psa (sztuk jeden) i kotów (sztuk trzy). Czas na sobotę. Czas na odpoczynek, spotkania, słodkie nicnierobienie, spacer w słońcu i kawę na mieście. 


 owsiane kluski kładzione na mleku z malinowym miodem

Przepis (jedna porcja):
INSPIRACJA: 
1/2szkl płatków owsianych marki Halina
1 (średnie jajko)
400ml mleka krowiego
miód malinowy (można użyć innego)
Płatki owsiane zblendować na proszek (ma powstać "mąka"). Dodać jajko, odrobinę mleka i dokładnie wymieszać, tak aby powstała dość gęsta masa. Resztę mleka postawić na ogniu i gdy zacznie się gotować nakładać łyżką owsianą masę. Gotować jeszcze przez 5 minut na małym ogniu. Przelać do miseczki, polać miodem i podawać, jeszcze gorące. (chociaż chłodne smakuje równie dobrze)

środa, 22 maja 2013

owsiane placuszki z jabłkiem!

Środa. Sam środek tygodnia. U większości dzwonią budziki o (za) wczesnej porze. Wszyscy gdzieś się spieszą od rana, potykając o własne nogi. Jak miło, że u mnie jest inaczej. Jak miło, że dzisiejszy poranek może być dla mnie porankiem odrobinę leniwym. Mogę w spokoju delektować się smakiem kawy. Wyjść na taras, przykucnąć na schodkach i pooddychać świeżym powietrzem. Wrócić do kuchni i na śniadanie usmażyć sobie placki. Jeszcze przez moment nie patrzeć na zegarek. Tak dawno nie jadłam placków. 


 owsiane placuszki z jabłkiem duszonym i cynamonem; kawa z mlekiem

Przepis (jedna porcja):
50g płatków owsianych Halina
1 jajko (osobno żółtko i białko)
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka stewi (lub cukru)
1/3 szklanki mleka
1 (średnie) jabłko
1 łyżeczka soku z cytryny
1 łyżeczka cynamonu
Mleko podgrzać. Zalać nim płatki owsiane i odstawić na 10-15 minut. W tym czasie obrać jabłko. Pokroić owoc w kostkę, przełożyć do garnka, podlać wodą i sokiem z cytryny. Podgrzewać, aż jabłka będą miękkie. Do namokniętych już płatków owsianych dodać żółtko, proszek do pieczenia, stewię i cynamon, wymieszać. Białko jajka ubić na sztywną pianę i delikatnie wymieszać z pozostałymi składnikami. Na dobrze rozgrzanej patelni smażyć placuszki z obu stron, aż do zarumienienia. Gotowe placuszki ułożyć na talerzu. Podawać na ciepło, z wcześniej uprażonymi jabłkami i posypane (obficie) cynamonem.

Dobrze jest zacząć dzień od słodkich placuszków na śniadanie. Wiem, wiem, nie każdy ma na to czas, szczególnie w samym środku tygodnia. Ale wiecie, że jest możliwość zamówienia takiego śniadania online? Dla mnie było to lekkim zaskoczeniem, gdy tutaj znalazłam ofertę restauracji, która proponuje w swoim menu pancakes. Przyzwyczajona jestem do tego, że za pomocą strony internetowej możemy zamówić obiad, czy nawet kolację, ale śniadanie? Dla mnie to nowość. I chociaż jestem zwolenniczką śniadań przygotowywanych przez samą siebie, w domu to myślę, że dla wielu mogłoby to być ciekawą propozycją. 

poniedziałek, 20 maja 2013

cukinia ... na słodko?

Jak najlepiej zakończyć niedzielę? Spędzając cały wieczór w kuchni! Najpierw stojąc przy kuchennym blacie - mieszać, miksować, ubrudzić się mąką i rozsypać cukier. Później z nosem przytkanym do szyby piekarnika obserwować rosnące muffiny. A na koniec bawiąc się w cukiernika - dekorować babeczki lukrem i kolorowymi cukierkami. W końcu studenci to takie duże dzieci, więc powinni być zadowoleni!




PEŁNOZIARNISTE MUFFINY Z BUDYNIEM I M&M'SAMI
Przepis (24 muffiny):
CIASTO NA MUFFINY:
/INSPIRACJA: www.babeczka.zuzka.pl/
560g mąki pszennej pełnoziarnistej
150g cukru trzcinowego
3 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody oczyszczonej
600g jogurtu naturalnego
4 (średnie) jajka
1/2szkl oleju
MASA BUDYNIOWA:
50g budyniu śmietankowego (w proszku)
1 szklanka mleka
+ 2 opakowania białego lukru
+ opakowanie cukierków m&m's
Przygotować budyń: 1/2szkl mleka wlać do rondelka i zagotować. Do reszty mleka wsypać sproszkowany budyń i dokładnie wymieszać. Wlać do gotującego się mleka, trzymać przez chwilę na ogniu, (cały czas intensywnie mieszajć!) aż do zgęstnienia. Odstawić w chłodne miejsce do ostygnięcia.
W misce wymieszać suche składniki na ciasto: mąkę, cukier, proszek do pieczenia i sodę. W osobnej misce wymieszać jajka, olej i jogurt naturalny. Suche składniki połączyć z mokrymi. Mieszać (nie miksować!), aż do uzyskania jednolitej masy. Przygotować foremki na muffiny. Do każdej nakładać po kolei: łyżka ciasta, łyżeczka budyniu, ponownie łyżka ciasta. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 200 stopni i piec przez około 25 minut. Gotowe muffiny wyjąć z piekarnika i ostudzić. Gdy będą już wystudzone przygotować lukier (według instrukcji na opakowaniu). Smarować nim wierzch muffin i dekorować cukierkami. 

A jak najlepiej zacząć poniedziałek i tym samym nowy tydzień? Oczywiście od pysznego śniadania! U mnie ciąg dalszy porannych eksperymentów z cukinią w roli głównej. Faszerowana cukinia w słodkiej wersji.


 cukinia faszerowana cynamonowym twarożkiem (polana jogurtem naturalnym)

Przepis (jedna porcja):
1szt cukinii
150g (chudego) twarogu
2 łyżki jogurtu naturalnego
1 łyżka cynamonu
1 łyżka miodu
Cukinię przeciąć na pół i wydrążyć miąższ. "Łódeczki" z cukinii włożyć na 10 minut do piekarnika nagrzanego do 200 stopni. W tym czasie przygotować twarożek: ser biały wymieszać z miąższem z cukinii, jogurtem naturalnym, cynamonem i miodem. Z piekarnika wyjąć połówki cukinii, napełnic je farszem i włożyć do piekarnika jeszcze na około 20 minut. Podawać na ciepło. 

niedziela, 19 maja 2013

koktajl a'la cukiniowe brownie!

Sezon grillowy uważam za oficjalnie rozpoczęty! Takie sobotnie popołudnia, jak wczorajsze, lubię najbardziej - temperatura na plusie, ciepłe promienie słońca, śpiew ptaków, unoszący się w powietrzu zapach wiosny, talerze pełne smacznego jedzenia. Beztroskie nicnierobienie. Zasłużony odpoczynek po wcześniejszej części dnia w całości spędzonej nad notatkami zapisanymi niemieckimi zwrotami. Nawet koty porzuciły polowanie na myszy na rzecz słodkiego lenistwa na tarasie. Wiecie, że pojawiły się już pierwsze truskawki? Jeszcze są zielone, ale lada moment nabiorą soczyście czerwonego koloru, już za chwilę będę mogła sięgnąć po nie ręką. Zresztą nie tylko po nie - są jeszcze maliny, poziomki, ogórki, pomidorki koktajlowe, rzodkiewka, sałata, marchewka. W naszym ogrodzie każdy znajdzie coś dla siebie. Mam też coś dla miłośników kwiatów! - od czerwonych tulipanów, aż po pachnący bez w kolorze fioletu.








Udane soboty mają to do siebie, że (zbyt) szybko przechodzą do przeszłości. Na ich miejsce pojawiają się niedziele. Nie wiem, co one takiego w sobie mają, ale jakoś nigdy za nimi nie przepadałam. Od jakiegoś czasu staram się jednak walczyć z tą niechęcią i muszę przyznać, że z tygodnia na tydzień jestem w tym coraz lepsza. Niedziela (naprawdę!) może być przyjemna. Najlepiej niech będzie taka od samego początku. 

Wiecie, że dzisiaj jest Światowy Dzień Pieczenia? Planowałam nawet to uczcić, jednak wczorajsze plany legły w gruzach dzisiaj o poranku, gdy zaglądnęłam do lodówki, do szafek (byłam nawet skłonna rozpocząć poszukiwania w biurku) i okazało się, że brakuje mi jednego z kluczowych składników. Nie popsuło mi to jednak humoru i zapału do przygotowania sobie czegoś smacznego. I jak to mówią: nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło - bo takim oto sposobem mam swój nowy, ulubiony koktajl!

(jogurtowy) koktajl a'la cukiniowe brownie 

Przepis (jedna duża* lub dwie małe porcje):
400g jogurtu naturalnego
1/2 cukinii
1 łyżka miodu
1 łyżeczka cynamonu
1 łyżka (gorzkiego) kakao
Cukinię pokroić w plastry. Razem z jogurtem naturalnym, miodem, cynamonem i kakao wrzucić do blendera. Zmiksować i przelać do wysokiej szklanki i podawać schłodzone.  (*porcja ze zdjęcia)  

sobota, 18 maja 2013

herbaciana owsianka!

Na piątkowe wieczory zawsze czekam z utęsknieniem. A wczoraj moja niecierpliwość była jeszcze większa, niż to zwykle bywa, ze względu na spotkanie. Nie byle jakie spotkanie! Znowu miałam bowiem okazję przekonać się, że blog to nie tylko zdjęcia i przepisy. To przede wszystkim ludzie. Świetni ludzie! Razem z Domi i Olą bawiłyśmy się wczoraj przy smakach marakui, banana i fiołków. Były rozmowy, dużo śmiechu i oczywiście nie obyło się również bez zdjęć! A poza tym spacer, uroczy panowie w kolorowych strojach, maskach i perukach (wieczór kawalerski? albo po prostu Anglicy na urlopie, haha!) i lalki, które straszą już samym wyglądem. Darmowa kawa i mnóstwo planów na kolejne, wspólne dni. Oby tylko pogoda dopisała!

A teraz zagadka na 'dzień dobry': kto zganie, czyje stópki są czyje? :-))


Dzisiaj wstaję nieco później, niż zwykle. Potrzebowałam snu. Po przebudzeniu potrzebowałam kubka gorącej kawy z mlekiem i śniadania. Sprawdzonego, (znowu?) bez kombinowania. Można się więc domyślić, że padło na owsiankę. Zwykła, a może jednak nie do końca? Herbaciana. Z pomarańczą i miodem.


herbaciana owsianka (z cynamonem i kardamonem) z pomarańczą i miodem

Plany na dzisiaj to przede wszystkim naukanaukanauka. Sesja coraz bliżej i chociaż ciężko usiedzieć przy notatkach, gdy na zewnątrz słońce tak pięknie świeci, to staram się znaleźć w sobie pokłady chęci, motywacji i samaniewiemczego jeszcze, żeby za miesiąc nie obudzić się z totalną pustką w głowie. Spróbuję połączyć przyjemne z pożytecznym i zamiast przy biurku usiądę przy stoliku w ogrodzie. Gdzieś pomiędzy znajdę jeszcze czas na rozpoczęcie sezonu grillowego i wypróbuję maszynę do robienia domowych lodów.

czwartek, 16 maja 2013

gryczana sałatka!

Wracam do domu po (prawie) całym dniu spędzonym na uczelni. Jestem zmęczona, a może bardziej zła, właściwie tak dla zasady, na wszystkich i na wszystko, jedyne na co mam ochotę to mój ukochany dres, duży kubek kawy i własne łóżko. Moją uwagę przykuwa jednak paczuszka leżąca na biurku. Nie mam pojęcia, co to może być, ale wszystko się zgadza: moje dane, mój adres, moje biurko (!). Bez zastanowienia zaczynam się do niej "dobierać", a podekscytowana jestem, niczym mała dziewczynka. W końcu się udaje, zaglądam do środka ... I oczy mi się świecą, a buzia cieszy od ucha do ucha! Ania, od wczoraj jesteś moim prawdziwym humoropoprawiaczem. 

Powrót na uczelnię, powrót do zajęć. A to oznacza również powrót do drugich śniadań/obiadów na wynos. Dzisiaj w pudełeczku główną rolę odgrywa kasza gryczana, w towarzystwie zielonego. 


kasza gryczana z roszponką, ogórkiem, jabłkiem i cytrynowo-miodowym dressingiem

środa, 15 maja 2013

kakaowa owsianka i mleko miętowe!

Przygotowywanie jedzenia daje mnóstwo radości, ale jest ona podwójna (a nawet potrójna, poczwórna?...), gdy wiesz, że nie robisz tego wyłącznie dla siebie. Jedzenie sprawia przyjemność, ale wszystko smakuje jeszcze lepiej, gdy robisz to z kimś bliskim, najlepiej z przyjaciółką. Lubię nasze spotkania, nasze wspólne drugie śniadania (chyba jeszcze bardziej niż obiady!), przymierzanie ciuchów, bawienie się aparatem fotograficznym, robienie (nie)wyjściowych zdjęć. Lubię nasze słoneczne przedpołudnia (i wszystkie inne pory dnia). Pełne talerze, pełne miseczki, pełne kubki. Skarpetki w groszki, kolorowe widelczyki. Okruszki na podłodze./ Pamiętacie wczorajszą sałatkę? Została zjedzona w towarzystwie domowego chleba, słodkiej szarlotki i duuuuużej ilości zielonej herbaty. Bardzo słodkie przedpołudnie. Przedpołudnie z Dominiką. 




Ostatnio zewsząd kuszą mnie nocne owsianki. A skoro wczoraj i nad Krakowem w końcu zaświeciło słońce, a pani pogodynka zapewniała, że przez najbliższe dni nie zniknie, to bez większego zastanowienia zalałam wieczorem płatki owsiane i wstawiłam je na noc do lodówki. Z dodatkiem dużej ilości kakao. Dzisiaj tylko wyjęłam miseczkę, zalałam wszystko miętowym mlekiem i wyszłam ze śniadaniem na taras.

(nocna) kakaowa owsianka z miętowym mlekiem*

*jak zrobiłam miętowe mleko? wieczorem zebrałam w ogórdku garść świeżej mięty, zalałam szklanką mleka, zagotowałam. ostudziłam i na noc wstawiłam do lodówki.

wtorek, 14 maja 2013

na drugie śniadanie: sałatka!

Pogoda mnie nie lubi, naprawdę. Chociaż nie tylko mnie, nie jestem w tym sama! Razem z Domi jesteśmy pogodopechowcami. Ale nie będę marudzić, obiecałam sobie to już jakiś czas temu i z całych sił staram się dotrzymywać słowa danego samej sobie. I innym, w końcu kto lubi słuchać marudzenia? Nikt, no właśnie. Dlatego przemilczę nasze wczorajsze plany, które skutecznie zostały sprowadzone na poziom parteru przez deszcz, który nawet przez moment nie chciał się nad nami zlitować. Skoro więc zostałam już zmuszona do spędzenia wieczoru w domu postanowiłam go spędzić przy kuchennym blacie i piekarniku. Wyciągnęłam przepis, który od jakiegoś już czasu czekał na wykorzystanie. Sięgnęłam po mąkę, mleko, drożdże, cynamon, imbir i rodzynki. Zaczęłam mieszać, zagniatać, nadziewać. I do piekarnika! Jednak tak, jak podejrzewałam: drożdże nadal mnie nie lubią. Jakieś takie te drożdżówki niewyrośnięte, może nawet nieco ... Twarde? Początkowo byłam nawet skłonna je wyrzucić, na szczęście tego nie zrobiłam, bo dzisiaj rano stwierdzam, że do szklanki gorącego mleka są wręcz idealne. Takie idealnie nieidealne. Moje drożdżówki.

Drożdżówkami może się chwalić nie będę, ale już sałatką - jak najbardziej! Sałatka na dzisiejsze drugie śniadanie. Sałatka, którą zjem dzisiaj razem z Domi, nawet jeśli miałoby nadejść tornado.



Przepis (dwie porcje):
3 garście sałaty roszponki
1 (średnie) jabłko
1 garść orzechów włoskich
5 łyżek groszku konserwowego
1/2szkl (dużych) zielonych oliwek
opakowanie mozzarelli (kuleczki)
sok z cytyny
pieprz ziołowy
Jabłko sparzyć, obrać ze skórki i wydrążyć gniazdo. Pokroić w plasterki. Orzechy włoskie posiekać na drobne kawałki. Roszponkę opłukać, osuszyć i wrzucić do miski (lub pojemnika, jeśli bierzemy na wynos). Dodać pokrojone w plasterki jabłko, groszek konserwowy, zielone oliwki (przekrojone na pół), kuleczki mozzarelli i orzechy włoskie. Doprawić pieprzem ziołowym i skropić sokiem z cytryny. 

niedziela, 12 maja 2013

kasza manna z twarogiem i konfiturą!

Czasem lubię robić na przekór. Czasem lubię robić na przekór samej sobie. Tak jak dzisiaj na przykład. Przez ostatnie dwa dni mnie tutaj nie było, więc już wczoraj wymyśliłam sobie, że na niedzielny poranek przygotuję "coś" szczególnego. Nie do końca wiedziałam, czym to szczególne "coś" dokładnie ma być, ale ogólny plan był taki, że będzie to śniadanie, na które w tygodniu nie mogę sobie pozwolić ze względu na dość mocno napięte poranki. Zastanawiałam się pomiędzy plackami, goframi, naleśnikami, serniczkami. Muszę przyznać, że takich opcji było dość sporo. Jednak, gdy dzisiaj rano się obudziłam i zeszłam do kuchni poczułam nagle chęć na ... Na "coś" prostego. Nie miałam ochoty na kombinowanie. A skoro wychodzę z założenia, że śniadanie ma być przyjemne przede wszystkim dla mnie, to posłuchałam swojego żołądka i dałam mu to, czego chciał, czego się domagał. Wyszło prosto. Wyszło smaczniej, niż myślałam.


          

 kasza manna z jogurtem naturalnym, twarogiem i konfiturą wiśniowo-jabłkową*

*wczoraj odkryłam w spiżarni kilka zapomnianych słoiczków tej pysznej konfitury, którą robiłyśmy wspólnie z mamą jeszcze w tamtym roku! też lubicie takie pyszne niespodzianki?