wtorek, 29 stycznia 2013

pieczona owsianka "malibu"!

Na wtorkowy poranek "niegrzeczne" śniadanie - z lekką nutką likieru kokosowego. Delikatny aromat alkoholu w postaci malibu nadaje (pieczonej) owsiance wyjątkowego charakteru i idealnie komponuje się ze słodyczą ananasa i mlecznym posmakiem. Aż ciężko opisać ten smak, tego trzeba po prostu spróbować.

Zima powoli przestaje mi się już wprawdzie podobać, ale dzisiaj wyjątkowo znowu mnie zachwyciła. Intensywne słońce i idealna biel puszystego śniegu tworzą razem naprawę przyjemną aurę.

   
pieczona (mleczna) owsianka "malibu" z ananasem

Przepis (jedna porcja):
50g płatków owsianych
1/2 szklanki mleka
1 białko jajka
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
ananas w kawałkach
3 łyżki likieru kokosowego 'malibu'
Płatki owsiane zalać na noc mlekiem. Rano wymieszać z 2 łyżkami likieru kokosowego 'malibu', białkiem jajka i proszkiem do pieczenia. Wyłożyć do naczynka żaroodpornego. Wstawić do piekarnika i piec w 200stopniach przez 20 minut. W tym czasie kawałki ananasa wymieszać z pozostałą 1 łyżką likieru kokosowego "malibu". Gotową owsiankę wyciągnąć z piekarnika i udekorować ananasem.

niedziela, 27 stycznia 2013

omlet z guacamole i konfiturą z żurawiny!

Wczoraj odsypiałam cały ten ciężki tydzień. Ale w porządku, jeśli mój organizm tego potrzebował to ja mu to po prostu dałam. A w przerwie między jedną drzemką, a drugą miła wiadomość! Wyniki z czwartkowego kolokwium; dostałam 4.5 i takim oto sposobem jestem zwolniona z egzaminu, radość nie do opisania! 

Dzisiaj jadę w odwiedziny do babci i dziadka. Wstyd przyznać, ale w tygodniu znalazłam czas wyłącznie na telefoniczne życzenia, na szczęście dzisiaj nareszcie mam czas, aby pojechać do nich osobiście, wręczyć prezent i mocno wyściskać. Wypić kawę, zjeść kawałek babcinej szarlotki i porozmawiać.



omlet (jajeczny) z guacamole i konfiturą z żurawiny; kawa z mlekiem

sobota, 26 stycznia 2013

kasza gryczana z miodem, jabłkiem i orzechami!

To był ciężki tydzień. 5 dni; 120 godzin; 7200 minut; 432000 sekund. Dwie uczelnie i dwanaście zaliczeń. Kolokwia pisemne, kilka ustnych, dwa projekty. Mało snu, mało czasu na cokolwiek, ale warto było. Dwanaście zaliczeń i dwanaście moich małych (wielkich) sukcesów. Lubię te momenty, w których utwierdzam się w tym, że to co robię ma sens, że jeśli chcę to potrafię. Tysiące śnieżnych płatków, lód na drogach i chodnikach, zmarznięte dłonie i czerwony od zimna nos, zgubione rękawiczki, dużo kawy z dużą ilością mleka. Dużo rozmów, dużo śmiechu; jeszcze więcej rozmów i jeszcze więcej śmiechu - na to też znalazł się czas, szybko uciekające sekundy, które musiały wystarczyć i wystarczały, napędzały do dalszej pracy. Satysfakcja. Lubię to słowo. Lubię to uczucie. Po cichu mam nadzieję, że to dopiero początek, że dobra passa nie opuści mnie do końca sesji, która tak naprawdę przecież jeszcze się nie zaczęła.

Leniwy sobotni poranek, tak długo na niego czekałam. Budzę się i nie muszę pospiesznie wyskakiwać z łóżka, mogę przytulić się do mruczącego kota, który leży obok, zakryć kołdrą głowę i jeszcze chwilę poleżeć. W końcu wstać, założyć szlafrok z Hello Kitty, wyjrzeć przez okno i przez chwilę poprzyglądać się zimowemu krajobrazowi. Zejść do kuchni, zaparzyć kawę; zastanowić się, co zjeść na śniadanie.
Dzisiaj odpoczywam, tylko i wyłącznie, tak. Zbieram siły na to, aby stawić czoła kolejnym wyzwaniom.

Gorycz kaszy, słodycz jabłka i miodu, chrupiące orzechy. Takiego śniadanie potrzebowałam. Teraz jeszcze jedna kawa, tym razem z puszystą mleczną pianką, teraz jeszcze książka i film, jeszcze ... Cokolwiek chcę.



kasza gryczana z miodem, jabłkiem i orzechami włoskimi

niedziela, 20 stycznia 2013

cytrynowo-jabłkowa owsianka z serkiem wiejskim!

Są takie noce, podczas których mimo zmęczenia wcale nie śpisz. Nie dlatego, że nie możesz. Po prostu nie chcesz. Bo księżyc wyjątkowo mocno świeci, bo gwiazdy na niebie tak ładnie wyglądają, herbata smakuje tak, jak dawno już nie smakowała, a ulubiona piosenka od paru godzin się nie kończy.
By now you should've somehow realized what you gotta do."



Kwaśna cytryna i słodkie jabłko to wyjątkowo smacznie dobrana para. To dzisiejsze śniadanie orzeźwia
i rozgrzewa jednocześnie. Smakuje jeszcze zimą, ale pachnie tęsknotą za wiosennymi porankami.

cytrynowo-jabłkowa owsianka z serkiem wiejskim

poniedziałek, 14 stycznia 2013

budyniowa kasza manna!

Wpis dodaję niestety dopiero teraz, ponieważ miałam ponownie problemy z załadowaniem się zdjęcia. 
Na szczęście wszystko już jest w porządku, mam nadzieję, że więcej się to nie powtórzy.

Pierwszy egzamin za mną, mimo że teoretycznie sesja się jeszcze nie zaczęła. Socjologia miasta napisana i miejmy nadzieję, że zaliczona. Oby czas spędzony nad notatkami nie poszedł na marne. Czekam na wyniki. Obiecałam sobie, że jeśli w tym tygodniu zaliczę wszystko, co mam do zaliczenia, wtedy sprawię sobie nagrodę. Nagroda jest kusząca, więc muszę dać z siebie wszystko!

Dzisiaj jeszcze musiałam odpuścić basen ze względów zdrowotnych, szkoda. Na szczęście jest coraz lepiej, zużywam już znacznie mniej chusteczek higienicznych, odstawiłam Aspirynę, jeszcze tylko wspomagam się syropem na gardło. I tabletkami o smaku owoców leśnych. Ale nimi zajadam się raczej ze względu na walory smakowe! Jeszcze kilka dni i na nowo będę okazem zdrowia.


(budyniowa) waniliowa kasza manna z jabłkiem i suszoną żurawiną

sobota, 12 stycznia 2013

jaśminowy mus ryżowy z kakao i pomarańczą!

Dziwnie było rozpoczynać dzień bez zrobienia zdjęcia porannego posiłku i wstawienia go tutaj, bez podzielenia się śniadaniem z Wami; ale zbliżająca się wielkimi krokami sesja zmusza do pewnych ograniczeń. A gdy na biurku leży tona notatek, w głowie już wszystko zaczyna się mieszać, doba jest za krótka, kawa okazuje się zbyt słaba, a zjawisko "snu" jest czymś nam zupełnie obcym i nieznanym, wtedy chwyta się każde chwile, chociażby najkrótsze sekundy na to, aby odetchnąć, a rankiem, mimo wszystko, najprościej o to. Na szczęście mamy (upragniony!) weekend, leniwy poranek i jestem! Swoją drogą to pudełeczko ze wspomnieniami jest dla mnie zbawiennie; po całym dniu, gdy jestem totalnie zmęczona, już nawet nie wiem, jak dokładnie się nazywam, a wszystkie kończyny mojego ciała odmawiają posłuszeństwa - dobrze jest, mimo wszystko, znaleźć coś pozytywnego w mijającym dniu. Można się uśmiechnąć i z uśmiechem tym zasnąć na trochę. Co jeszcze u mnie? Zima wróciła, za oknem jest kompletnie biało, a już czułam w powietrzu prawie że wiosenne podmuchy wiatru. Zimno i mroźno, nawet zaczęłam chodzić w czapce.
Dodatkowo walczę z chorobą; na biurku mam prawdziwą kolekcję lekarstw i chusteczek higienicznych, spokojnie mogłabym otworzyć aptekę. Na szczęście jestem już bliżej niż dalej jeśli chodzi o wyzdrowienie.


Jeszcze przed Nowym Rokiem otrzymałam paczkę od firmy Britta, w której znalazłam ryże różnego rodzaju i nagle okazało się, że rozróżnienie na ryż biały i brązowy to nie jedyne, jakie istnieje. Ale taka ilość do wyboru to w moim przypadku również problem, bo wszystkie kuszą nazwami i opisem, więc na który się zdecydować? Ostatecznie wzięłam Jaśminowy. Delikatna nazwa, jak dla mnie idealna na śniadanie.

jaśminowy mus ryżowy z kakao i pomarańczą

Przepis(jedna porcja):
80g ryżu jaśminowego firmy Britta
1 łyżka kakao
1 łyżeczka stewii (lub 1 łyżka cukru)
100-150ml mleka
1 pomarańcza
Ryż ugotować według instrukcji na opakowaniu. Odcedzić i odstawić na chwilę do ostygnięcia. W tym czasie obrać pomarańczę i podzielić owoc na dwie połówki. Z jednej z nich wycisnąć sok. Ryż wymieszać z mlekiem, sokiem z pomarańczy, kakao i stewią. Zblendować.  Udekorować pozostałą częścią pomarańczy.

niedziela, 6 stycznia 2013

sałatka z selera!

Ponad 2-godzinne rozmowy przez skype'a zawsze poprawiają humor! Nawet żmudne tłumaczenie niezbyt ciekawych tekstów staje się miłą formą spędzania wieczoru, jeśli nie robi się tego samemu.

Jest taki egzamin, którego zdać nie mogę od ponad pół roku. Może powinnam przerzucić się na rower? Haha, może, ale póki co jednak próbuję i już niedługo kolejne podejście. Dlatego dzisiejsza niedziela spędzona będzie w towarzystwie małej książeczki, setek pytań i testów. 
A wieczorem teatr, na miłe zakończenie weekend'u. Spektakl "Zemsta jest kobietą". Jest?

sałatka (seler, szynka, jajko, kukurydza, groszek, ananas, jogurt naturalny, musztarda)

środa, 2 stycznia 2013

owsianka z duszonym jabłkiem, migdałami i miodem!

Ostatni wolny dzień. Już jutro powrót do notatek, podręczników, kolorowych zakreślaczy, szybkich poranków i wczesnych pobudek. Co do wczesnych pobudek - zrobiłam dzisiaj małą "próbę". Mianowicie nastawiłam budzik. Dwa budziki, a nawet trzy. Nie wstałam. Marnie widzę jutrzejszy poranek. 


Wczoraj whiness napisała mi o pewnej akcji. Chodzi o "słoik dobrych wspomnień". Na czym to polega? Przez cały rok, przez 365 dni zapisujemy na karteczce dobre wspomnienie z danego dnia i wrzucamy do słoiczka/szkatułki/pudełeczka. A za 12 miesięcy, dokładnie 31.12.2013 wszystkie karteczki wyciągamy ... i czytamy. Brzmi świetnie, prawda? Od razu wiedziałam, że muszę dołączyć!
Pudełeczko już mam i pierwszą karteczkę z wczoraj też. Może ktoś się skusi? Może ktoś dołączy? 


owsianka z duszonym jabłkiem, migdałami i miodem; kawa (z błonnikiem kakaowym)

wtorek, 1 stycznia 2013

zapiekanka z płatków ryżowych!

Lubię noworoczne poranki. Wstaję dość wcześnie, mimo nocnego świętowania, i chociaż tak naprawdę nic się nie zmieniło, ja czuję zmiany. Chociaż nadal mam kręcone włosy, czajnik jest na swoim miejscu, a za oknem te same widoki - mam wewnętrzną ochotę na coś nowego. Jest spokojnie i leniwie. Noworoczny poranek pachnie nowością i świeżością. Nowy Rok, więc i od razu zupełnie nowe smaki. Zapiekanka z płatków ryżowych. Kakaowy krem z awokado. Jest pysznie, naprawdę pysznie!


zapiekanka z płatków ryżowych z kakaowym kremem z awokado

Przepis (jedna porcja)
1/2 szkl płatków ryżowych firmy Halina
1/2 szkl mleka
1 łyżeczka stewi
3 łyżki jogurtu naturalnego
1 białko jajka
szczypta proszku do pieczenia
Płatki ryżowe wymieszać ze stewią, zalać mlekiem i zagotować. Trzymać na ogniu, aż do uzyskania odpowiedniej konsystencji. Białko jajka wymieszać z jogurtem naturalnym i proszkiem do pieczenia. Połączyć z płatkami ryżowymi; przełożyć do naczynia żaroodpornego. Piec przez 20-30 minut, w 180 stopniach (termoobieg). (+ krem z awokado, czyli zmiksowane awokado z kakao i odrobiną stewi)