wtorek, 6 sierpnia 2013

Piszinger! Kajmak? Andrut?

Dla mnie to smak dzieciństwa. Właśnie z tamtych czasów pamiętam tę maślaną, kakaową masę, mocno słodką, ale nigdy za słodką. Pamiętam, jak zawsze chciałam ucierać żółtka i masło z cukrem, ale zaledwie już po kilku minutach miałam dość, kończyły się siły w moim małych wtedy rączkach i do akcji wkraczała mama lub babcia, a gdy i one opadały z sił z pomocą przychodził w końcu i tata. Wszyscy więc mieliśmy w tej maślanej słodkości swój udział. Później mama przekładała andruty, ja wylizywałam łyżkę i wieeeelką miskę, cała byłam w brązowym kremie - od stóp, aż po sam czubek głowy. Jednak wcale mi to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie. Piszinger. Kajmak. Albo najprościej: andrut. A jak u Was w domu nazywano to ... Ciasto?


O tej chrupiącej, kakaowej słodkości zapomnieliśmy wszyscy na naprawdę długi czas. I nagle, kilka dni temu, moja mama sobie o niej przypomniała. Przypomniała i nabrała na nią ochoty! Spojrzała na mnie ... A ja wiedziałam. Będziemy robić piszingera! Jak kiedyś, dawno temu, kiedy jeszcze nawet nie sięgałam blatu.

PISZINGER z masą kakaową
2 opakowania suchych andrutów
2 kostki masła
50g gorzkiego kakao
4 żółtka jaja kurzego
300g cukru białego
Masło zostawić w ciepłym miejscu na kilkanaście minut (po to, aby zmiękło). W tym czasie żółtka ubić razem z cukrem. Przełożyć do makutry, dodać masło i gorzkie kakao i ucierać, aż do uzyskania gładkiej masy, bez jakichkolwiek grudek. Tak gotową masą przekładać każdy wafel, skrapiając go uprzednio delikatnie wodą. Po przełożeniu owinąć piszingera w folię spożywczą i czymś obciążyć. Zostawić do zastygnięcia.

39 komentarzy:

  1. Andrut:) Babcia go robiła specjalnie dla mnie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u mnie byly to po prostu 'wafle', które babcia przygotowywała mi za każdym razem, kiedy przyjeżdżałam :D i żadne inne nie smakowały tak dobrze jak te, które ona robila :3 Muszę się o nie znowu upomnieć!

      Usuń
    2. U mnie też. MOja mama przekładała je domowej roboty czekoladą wymieszaną z orzechami włoskimi.... niebo w gębie :)

      Usuń
    3. Masa kakaowa ale jedno pięterko z dżemem śliwkowym <3

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. w takim razie nie pozostaje nic innego, jak wkroczyć do kuchni! ;)

      Usuń
  3. Ja to znam jako andrut zamiennie piszinger.Robił to przez całe lata mój teść pochodzący z Mielca.Podobno już jego babcia to robiła, a to musiało być jakieś 150 lat temu:)W każdym razie ja, Ślązaczka, nie znałam wcześniej tego smaku.Próbowałam sama zrobić ale nigdy nie udało mi sie go odtworzyć w 100%.To jakas sekretna sprawa musiala byc;)Wypróbuję Twój przepis i zrobię Teściowi urodzinowy prezent.Dziękuję! Ewa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie sekretne przepisy są zdecydowanie najlepsze!
      Mam nadzieję, że prezent się spodoba i zasmakuje Wam wszystkim! Pozdrawiam :)

      Usuń
  4. u mnie się mówiło "wafel z czekoladą", haha:D baardzo wymyślnie ;)
    Ale mam ciut inny przepis-bez jajek, a z masłem i mlekiem w proszku :)
    I też pamiętam jak robiłam go 1szy raz, sama z siostrą! Ale nas potem brzuchy bolały, bo 3/4 masy wylądowało oczywiście w buzi a nie waflu :D

    OdpowiedzUsuń
  5. ha! też ostatnio robiłam, u nas mówiło się andrut :) nawet miałam wstawić na blog ale jakoś nie wyszło :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Szkoda tylko że są takie kaloryczne. 2 kostki masła, 300g cukru...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale przecież nikt nie zjada całego piszingera na raz ;) poza tym raz na jakiś czas można sobie pozwolić na nieco więcej słodkich kalorii ;)

      Usuń
  7. to rzeczywiście smak dzieciństwa:) na niedzielę, na imieniny, na każdą okazję mama robiła wafle:)

    OdpowiedzUsuń
  8. u mnie andrut;P Kurcze nawet nie pamiętam kiedy ostatnio jadłam;D wyślij kawałeczek;)

    OdpowiedzUsuń
  9. u mnie mówiło się wafel z karmelem, bo ja wolę z karmelem :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Chyba wafle. Po prostu. Z czasem Tata zaczął to nazywać andrutem, ale i tak słowem klucz był KAJMAK. Kocham to słowo! Jest słodkie:d
    Oczywiście ja wylizywałam miskę i łyżkę, teraz to Tata w tym przoduje - o dziwo!:)
    Ale wspomnienia mamy widzę, podobne:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Smak słodkiego, beztroskiego dzieciństwa i rodzinnych wakacji :D

    OdpowiedzUsuń
  12. az trudno w to uwierzyc, ale u mnie sie takich smakołyków w domu nigdy nie robiło.

    OdpowiedzUsuń
  13. A dziękuję Madziu za przepis, na pewno wypróbuję!;)
    mi te andruty kojarzą się przede wszystkim z pewną ciocią, która mi je serwowała za małego, ach ^^

    OdpowiedzUsuń
  14. A dziękuję Madziu za przepis, na pewno wypróbuję!;)
    mi te andruty kojarzą się przede wszystkim z pewną ciocią, która mi je serwowała za małego, ach ^^

    OdpowiedzUsuń
  15. moja babcia zawsze robi z kajmakiem, tylko z kajmakiem :) słodko *-*

    OdpowiedzUsuń
  16. my to nazywaliśmy wafelkiem :D

    OdpowiedzUsuń
  17. u mnie mówimy na to po prostu wafel:) ale nie wiem czego tak się przyjęło

    OdpowiedzUsuń
  18. U mnie zawsze się mówiło po prostu wafle z kremem; ) Uwielbiam...

    OdpowiedzUsuń
  19. Nigdy nie jadłam takiego domowego andrutowego ciasta ; )

    OdpowiedzUsuń
  20. Najczęściej po prostu "wafle" się u mnie mówiło iii właśnie sobie przypomniałam, że tych wafli dawno już Mama nie robiło. Chyba muszę ja namówić i koniecznie robić razem z Nią :) zachęciłaś mnie!

    OdpowiedzUsuń
  21. Kurcze, kojarzy się zdecydowanie z dzieciństwem. :)

    U mnie typowo letni przepis, zapraszam. :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Dla mnie też, ale już tak długo nie jadłam :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Mogłabys odpowiedziec na mojego maila?

    OdpowiedzUsuń
  24. takie wafle zawsze braliśmy na drogę w góry :)
    ale trochę inaczej robiliśmy masę.

    OdpowiedzUsuń
  25. a dla mnie to smak wakacji za młodu ;p bo zawsze u babci w wakacje jadałam takie przysmaki ;) świetne!

    OdpowiedzUsuń
  26. Dzięki za przypomnienie jednego ze smaków dzieciństwa:) muszę je zrobić w najbliższym czasie!

    OdpowiedzUsuń
  27. Strasznie to musi byc dobre.
    A mi nikt w dziecinstwie tego nie robil ;)

    OdpowiedzUsuń

  28. U mnie w domu takie wafle mama zawsze przekładała masą cytrynową i to były andruty. Te wafelkoczywiście były przepyszne i są wspomnieniem dzieciństwa. Do tej pory nie znałam słowa piszinger.
    Pozdrawiam
    storczyk1:-)

    OdpowiedzUsuń