niedziela, 30 września 2012

jajko na miękko!

Od kilku dni straszą nas pogorszeniem pogody, ale słońce nie daje za wygraną i osobiście jestem mu za to bardzo wdzięczna. Ktoś ma może ochotę na spacer? Jednak najpierw śniadanie. Lubię takie niedzielne poranki jak ten dzisiejszy, gdy stół jest nakryty dla trzech osób; i nie trzeba się martwić, że jajko na miękko będzie na twardo albo co gorsza na surowo, a to wszystko za sprawą taty, który w gotowaniu jajek na miękko jest mistrzem, serio!



     

   
chleb słonecznikowy z pomidorem, ogórkiem i zieloną sałatą; jajko na miękko; herbata z cytryną

poniedziałek, 24 września 2012

figa (nie tylko) z makiem! - akcja

Ostatnio mam nieodparte wrażenie, że figi zapanowały nad kulinarnym światem!
Sama dopiero kilka dni temu miałam okazję spróbować świeżych fig i jestem zachwycona ich smakiem!
Ciekawa jestem, czy Wy je lubicie tak samo jak ja i jakie fajne pomysły znacie na ich wykorzystanie?
(zarowno na śniadanie, obiad, kolację, jak i desery)
Dlatego właśnie powstała ta akcja - pokażmy, że figa to nie tylko ta przysłowiowa, "z makiem"! Zachęcam Was więc do wzięcia udziału w mojej (pierwszej!) akcji, liczę na Was i na Wasza kreatywność!
Figa (nie tylko) z makiem! - październik po tym hasłem; co Wy na to?


Figa (nie tylko) z makiem!

jogurtowe ciasto kakaowe!

Jesienne popołudnia to idealny czas na pieczenie ciasta. Szczególnie, gdy ciasto jest wilgotne, kakaowe, z kawałkami jabłka i chrupiącymi orzechami. A gdy do tego pieczenia dochodzi jeszcze tak wspaniałe towarzystwo to nie można sobie wyobrazić lepszej formy spędzania wolnego czasu. Wczoraj kolejny raz wzięłam udział we wspólnym pieczeniu i kolejny raz jestem tym faktem zachwycona! Razem z Klaudią postawiłyśmy na jogurtowe, kakaowe ciasto z jabłkami i bakaliami (u mnie padło na orzechy włoskie). 
Moim skromnym zdaniem wypiek wyszedł wprost idealny; własnie na takie ciasto miałam ochotę już od dłuższego czasu! Klaudia - dziękuję! Było mi bardzo miło spędzić z Tobą czas w wirtualnej kuchni; mam nadzieję, że jeszcze to powtórzymy!

    
jogurtowe ciasto kakaowejabłkami i orzechamwłoskimi; gorące mleko

niedziela, 23 września 2012

sobota, 22 września 2012

grzanki i nie tylko!

Piątek i sobota - raptem dwa dni, a tyle wrażeń, tyle się działo! Ale może zacznijmy od początku. Wspominałam Wam wczoraj o kuchni pakistańskiej; przyszedł czas, aby Wam wszystko wyjaśnić. Zmartwię jednak tych, którzy myśleli, że chodziło o wspólne gotowanie - niestety nie tym razem. Razem z Dominiką i jej koleżanką z Hiszpanii wzięłyśmy wczoraj udział w międzynarodowym spotkaniu, podczas którego miałyśmy również szansę spróbowania kuchni pakistańskiej. Spotkanie odbywało się w restauracji Barka Basia (dla tych, którzy mieszkają w Krakowie: znajduje się ona  niedaleko Kładki Bernatki;
Bulwar Kurlandzki - róg ul. Podgórskiej i ul. Gazowej).  Na miejsce dotarłyśmy podekscytowane i lekko spóźnione - na szczęście nic nas nie ominęło, cała zabawa dopiero się zaczynała. Ludzie z różnych stron świata, miła atmosfera, jedzenie smaczne, choć bardzo ostre (i dłuuugo wyczekiwane!) - wrażenia jak najbardziej pozytywne! Jedyny minus to zmarznięte stopy i dłonie; spotkanie odbywało się bowiem praktycznie na zewnątrz i do późnej pory. Miałyśmy ze sobą aparaty, jednak szansa na zrobienie dobrych zdjęć była naprawdę znikoma - złe światło robiło swoje. Wracając jeszcze do jedzenia - w menu znajdowało się:
Chicken Karahi (a hot and spicy chicken on bone curry made
with fresh herbs and spices HOT 
dish)
- kurczak curry ze świeżymi ziołami i ostrymi przyprawami
Aloo Matar Gajrayn (A spicy vegetable curry made with green
peas, carrots and potatoes HOT Dish)
- warzywa w curry: zielony groszek, marchewka i ziemniaki
Kabli Pilaou (Basmati rice with chickpeas an aromatic rice
dish for accompanying our main courses) 

- ryż z ciecierzycą


Do domu wróciłyśmy razem (nocowałam u Dominiki); zmęczone, ale za to bardzo zadowolone. Dzisiaj czekał nas kolejny intensywny dzień.  Ja, Dominika oraz jej dwie koleżanki: Kasia i Ola, wzięłyśmy udział 

w językowo-kulinarnej grze miejskiej GotujSię! organizowanej przez nasze miasto Kraków z okazji 9. Europejskiego Dnia Języków.  Wcielałyśmy się w firmę cateringową (nazwa "Szarlotka") i naszym zadaniem było wykonywanie rozmaitych zleceń - czekały na nas zabawne zadania oraz liczne łamigówki językowe. Skomplikowane zakupy, gotowanie, przyrządzanie potraw, degustacja, podawanie, transport w trudnych warunkach - to tylko niektóre umiejętności, jakimi musiałyśmy się wykazać. Przydała się oczywiście znajomość zasad savoir vivre’u, kuchni krajów UE i podstaw konwersacji w różnych językach. Cała zabawa-rywalizacja trwała pięć godzin i odbywała się w obrębie Starego Miasta. Punktem wyjściowym był Teatr Groteska. Na podium niestety nie stanęłyśmy (ale wszystko przed nami! za rok również się tam pojawimy!), ale przecież nie nagrody były najważniejsze - liczyła się bowiem dobra zabawa, a tego nie brakowało nawet przez sekundę! Na koniec dostałyśmy upominki - kubek termiczny, długopisy i notesy. 
Wracając czekała na nas kolejna miła niespodzianka - darmowy poczęstunek na ul.Krupniczej - herbata, drożdżówki, muffiny, pasta hummus i pyszne ciasto czekoladowektóre upiekły dziewczyny z babciasto.


nasza (dla nas i tak zwycięska!) drużyna "Szarlotka"
od lewej: Kasia, Ola, Dominika i ja

Pomimo tylu wrażeń nie zapomniałam jednak o dzisiejszym śniadaniu! Może i było w pośpiechu, może i zdjęcia nie są najlepsze (światło, światło, światło ...) ale bardzo smaczne i we wspaniałym towarzystwie Dominiki!  

grzanki (graham) z wędliną/ (domowym) pasztetem, papryką i pomidorem (w miseczce); herbata z cytryną

środa, 19 września 2012

wytrawny suflet!

Na bolące gardło - gorąca herbata z cytryną; na pusty żołądek i burczący brzuch - suflet!

suflet z 'niespodzianką' (polędwicą drobiową, ogórkiem konserwowym, kukurydzą, pestkami słonecznika, sezamem i słodko-kwaśnym dipem jogurtowym)

wtorek, 18 września 2012

pieczony omlet!

Lubię odnajdywać książkowe skarby w domowej biblioteczce. Setki stron z nowymi przepisami, poradami, zaskakującymi pomysłami na rożne potrawy: od jajka zaczynając, przez naleśniki i omlety, warzywa i owoce, mięso, ryby, zupy i sosy; a na koniec jest i coś słodkiego - desery. Czytam, czytam i czytać chcę więcej. Kiedyś czytała babcia, później mama, a teraz przyszła kolej i na mnie. A dzisiejszy poranek daje znak, że jesień w tym roku ma chyba zamiar nas nieco rozpieszczać? Podoba mi się ten jej pomysł, zdecydowanie! (wczorajszy egzamin zdany! jeszcze tylko dzisiaj, trzymajcie dalej kciuki, proszę, proszę! oby się udało!)


zapiekany (w piekarniku) razowy omlet z kokosowo-orzechowym serkiem homogenizowanym, musli bakaliowym i musem jabłkowym; kawa ze spienionym mlekiem

i ktoś tutaj chyba miał ochotę na kawałek mojego omleta?

poniedziałek, 17 września 2012

herbaciana owsianka z konfiturą różaną!

Szybki powrót do rzeczywistości (dwa egzaminy poprawkowe - dzisiaj i już jutro kolejny), drastyczna pobudka budzika, gdy na zewnątrz jeszcze ciemno, szybki poranek i śniadanie, które mimo, że jedzone w pośpiechu, to nadal sprawiające radość podniebieniu i dające energię na cały dzień. Miło jest powrócić do robienia samej sobie śniadań; przez chwilę nawet zapomniałam, jakie to przyjemne. I taki mały, bułgarski akcent w postaci konfitury z płatkami róż, aby tak całkiem jeszcze nie zapomnieć o tamtym słonecznym miejscu. Pyszny, słodki smak wakacji.

    
pieczona owsianka herbaciana z plastrami jabłka i konfiturą z płatkami róż

niedziela, 16 września 2012

Bułgaria - fotorelacja!

Niezapomniane to były wakacje; piękne miejsce, wspaniali ludzie - na nowo pokochałam Bułgarię! Te dni przeminęły niesamowicie szybko, wróciłam, jestem już w domu. Szczęśliwa, opalona, z niezliczoną ilością zdjęć na aparacie i wspomnień w głowie, bogatsza o nowe znajomości i o nowe wrażenia kulinarne. Ten wyjazd zdecydowanie zaliczam do udanych! Przywiozłam ze sobą nowe pomysły na potrawy, bułgarskie przysmaki, ręcznie malowaną miseczkę i kubek, trochę muszelek i piasku. Mimo uroku tamtego miejsca, klimatu i ludzi - cieszę się z powrotu. W końcu wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej, prawda? Stęskniłam się za Wami, za blogiem, za własną kuchnią i śniadaniami; za rodzicami, za przyjaciółmi i moim małym zwierzyńcem w postaci trzech kotów i jednego psa. I tak, jak obiecałam, mam dla Was małą (a może i dużą?) fotorelację z moich bułgarskich wakacji.



Jeśli chodzi o śniadania, można się tam było poczuć, jak w niebie! Do wyboru do koloru; każdy znalazłby coś dla siebie! Świeże pieczywo, dżemy, nutella, naleśniki, rogaliki, jogurty, musli, mleko, pieczona owsianka(!), tosty francuskie, ciasto francuskie, sadzone jajka, sery, parówki, świeże owoce - winogrona, arbuz, brzoskwinie, jabłka, śliwki; do picia kawa, woda mineralna, soki owocowe - ciężko się było zdecydować, naprawdę! Jedyne, czego osobiście mi brakowało to wędlina i herbata. Po powrocie, pierwsze, co zrobiłam, to wyciągnęłam z szafki duży kubek i zaparzyłam sobie w nim pyszna herbatę z cytryną! Chyba nigdy wcześniej tak dobrze mi ona nie smakowała.



Równie smaczne były obiady i kolacje: rożnego rodzaju mięsa, kasze, ryż, ziemniaki, frytki, kolorowe sałatki, pizza, warzywa gotowane na parze, sosy; a na deser ciasta, lody i świeże owoce. 
Jeśli chodzi o lokalne przysmaki: gołąbek zawijany w liście drzewa klonowego, salatka szopska, buraczana polenta. I to wszystko oczywiście bez jakichkolwiek ograniczeń.



W ofercie mieliśmy również obiad we włoskiej restauracji oraz kolacje, tym razem w meksykańskiej. Pyszne jedzenie i do tego w ogromnych ilościach! Zresztą, zobaczcie sami!

    



Ale w końcu nie samym jedzeniem człowiek żyje! (nawet ja, mimo mojej ogromnej miłości do niego!) Hotel godny polecenia ( z basenem, boiskiem do siatkówki, barem, bilardem i amfiteatrem, w którym odbywały się zajęcia fitness oraz wieczorne gry i zabawy)! Piękna plaża, złocisty piasek, ciepłe morze z falami; stragany i deptak do spacerowania.



 

 

 

A od jutra wracam ze śniadaniami, już nie mogę się doczekać! Ściskam Was mocno!